wtorek, 1 grudnia 2015

Bliskie spotkania- bezdomność

Bezdomni, ludzie z marginesu społecznego, bezdomność coś co nas nie dotyczy, bezdomność zupełnie obca nam przestrzeń, przestrzeń, którą ludzie omijają. Bezdomny śmierdzi, bezdomny może ukraść, okraść, zabić może nawet. Bezdomność niewygodna jest dla nas. Może lepiej jej nie dostrzegać, nie dotykać, skupić się na swoich sprawach życiowych.

A ja się uparłam na bezdomnych, uzależnionych od alkoholu, narkotyków, byłych więźniów i aktualnych. Uparłam się na nich, sama często powtarzam, że mam słabość do alkoholików i alkoholika zawsze wywącham, zaczynam z kimś rozmawiać na uczelni, ładny poukładany chłopak, sympatyczny. Zaczynamy rozmawiać przy zupie w uczelnianej stołówce, alkoholik, niepijący, w trakcie terapii (sic.).
Zachwycam się muzyką, zachwycam się jego wokalem, grą aktorską, pac.
pił i brał narkotyki, sam o tym mówi wprost w  Wysokich Obcasach- Marcin Januszkiewicz,
potem artysta Marek Dyjak, jego piosenki rozrywają moją duszę i przyciągają jak magnes, oficjalny alkoholik. To nie tak, że ja chcę każdego alkoholika ratować, wymienionych wyżej nie potrzebuję ratować, mi odpowiada ich poziom wrażliwości. Lubię ich przestrzeń artystyczną, lubię emocje, które powstają we mnie, lubię nie lubię, bo czasem nie lubię.

Jest jeszcze Arek (imię zmieniłam), poznałam go w Ośrodku dla Bezdomnych i Uzależnionych podczas imprezy sylwestrowej. Długo rozmawialiśmy o jego życiu. Zapisał mój numer w notesie, żeby zadzwonić kiedy będzie potrzebował porozmawiać. Zadzwonił po dwóch latach zdaje się, po tym jak znalazł się w więzieniu. Rozmawialiśmy przez telefon, pisaliśmy do siebie listy. Oczywiście zdrowiejący alkoholik, wyszedł z więzienia i próbuje sobie ponownie ułożyć życie, trzymajcie za niego kciuki, żeby mu się udało, bo uzależnienie to uzależnienie i trzeba dzień w dzień toczyć walkę z samym sobą.


Zaczęło się od tego, że zaczęłam rozmawiać z bezdomnymi na dworcu centralnym w Warszawie, rozmawiałam z chłopakami godzinami. Poznałam Borysa, narkomana, uroczego chłopca, który niejedną naiwną sprowadził na krzywą drogę i przy nim się uzależniła od narkotyków. Wszyscy ostrzegali mnie przed nim. Bardzo się uparłam, że mu pomogę, to źle tak się upierać, ktoś to może wykorzystać. Borys trochę pozbierał się, poszedł na detoks ostatecznie a potem urwał mi się z nim kontakt, nie wiem gdzie jesteś Borys.
Znałam ich wszystkich z dworca, rozmawiałam z nimi, widziałam jak niektórzy się staczają i umierają. Na początku ładni, na koniec niepodobni do ludzi. Był Jarek, który przychodził do naszego domu na obiady, zawsze czysty wtedy i trzeźwy, przynosił kwiatki w doniczce, kawę i ciasto. Nigdy z pustymi rękami. Mówił, że to dla niego szczyt marzeń czysta pościel i własne łóżko. Teraz Jarka nie ma tu z nami, kiedy go widziałam ostatni raz wyglądał bardzo źle, nie pozwoliłam mu dotknąć brudnym paluchem małej główki Jeremiasza, co go oburzyło, niepodobny był do siebie.
Nie bardzo wtedy na centralnym wiedziałam jak pomóc, mogłam tylko dać czapkę, szalik, kanapkę i wysłuchać.

Bardzo chciałam pomagać. Bardzo mi żal było tych cennych, wrażliwych ludzi, których droga nie była prosta. Zrozumiałam mechanizmy, jak powstają nałogi, jak człowiek staje się bezdomny, jak ląduje na ulicy. Nie było rozwiązania, często nie ma rozwiązania, patrzysz tylko jak ktoś się stacza.

W niedzielę na Starym Mieście w Warszawie wyszli bezdomni z kartonowymi transparentami pokazać, że są, że żyją, że mają pragnienia, że mają marzenia. Dla mnie, to jakby wyszli z podziemia i powiedzieli: "patrzcie, jesteśmy, żyjemy obok was". Nie każdy bezdomny to alkoholik i narkoman. Często tak życie się potoczyło, że ostatecznie człowiek wylądował na ulicy. I wielu uzależnionych, to osoby mające dom, rodziny, ale życie mają pełne zakrętów, to też osoby sławne, aktorzy, muzycy, niektórzy mówią o tym wprost, upubliczniają swoją walkę. Przykładem czego jest jeszcze Ilona Felicjańska, która podobnie jak wyżej wymienieni mówi wprost o swoim uzależnieniu. Ilona moja ulubiona gwiazda. Prawdziwa i szczera. Nie udaje, nie owija w bawełnę, nie gwiazdorzy.

Czy mam jakieś wnioski na koniec, nie mam. Sami zróbmy sobie wnioski. Co, jak i ile możemy zrobić i czy nam się chce. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz