czwartek, 22 września 2016

Syn swojego taty

Nie wiem skąd się wziął pomysł, że chcę pozbawić ojca mojego syna.
Jeremiasz kocha tatę, tata kocha Jeremiasza. A ja wspieram ich relację jak mogę.
Dostosowuję swoje życie i plany do bycia Jeremiasza z tatą. Dzwonię do taty Jeremiasza i wypytuję kiedy się spotka ze swoim synem. Zapewniam, że tata zawsze będzie tatą i, że tata bardzo kocha.

Nie opowiadam dziecku jaki jego ojciec jest. Tyle dziecko wie ile zobaczyło i widzi. Nie krytykuję jego taty przy nim i proszę, żeby tata nie krytykował mnie. Staram się być jak tylko potrafię.

Jeremiasz swój rozum ma i swoje trudne wnioski też. Jeremiasz wyprasza tatę z domu, żeby już się nie kłócić, zamyka drzwi, żeby nie słyszeć. Jeremiasz ma w sobie jakieś zrozumienie naszej trudnej sytuacji i zaakceptował świat taki jaki jest. Zaakceptował moje decyzje. Zaakceptował nową rzeczywistość. Poukładał sobie ten świat. Nie odepchnął nikogo i nie zrezygnował i nie odrzucił.

Przytula tych, których chce przytulać, przytula tych, których kocha.
Szlak mnie trafia, kiedy to ktoś krzywo ocenia i krytykuje. Chora krytyka nowej relacji, która sama w sobie nic złego nie niesie mnie zaskakuje i denerwuje.

Dobrze, że moje mądre, kochane, wrażliwe dziecko nie ma w swoim sercu uprzedzeń i odpowiada miłością na miłość.


poniedziałek, 19 września 2016

Dlaczego zdradziłam mojego męża?

Tyle, że nie zdradziłam mojego męża. Formalnie tak, formalnie jestem żoną mojego męża.
Nieformalnie od pół roku nie mieszkamy razem. I nie zdrada była powodem mojego odejścia.

Zakończyłam jeden związek, mój mąż się wyprowadził a ja zostałam. Z mieszkaniem w kredycie. Naszym wspólnym mieszkaniem, za które od pół roku płacę ja. Sama bym sobie nie poradziła. Bez Tego obok mnie ani fizycznie, bo synem zajmuję się wyłącznie ja. Tata jego wpada kilka razy w tygodniu na dwie, trzy godziny i nie wtedy kiedy ja potrzebuję. Ani psychicznie, bo Tyle co każdego dnia słuchałam o sobie nie udźwignęłabym. Bo na koniec zaczęłam się bać mojego męża.
Ani finansowo, bo zostałam z kredytem, z dużym samochodem, niezapłaconymi szkołami.
I dzieckiem. Początkowo bez wsparcia żadnego finansowego.

Ten obok był i zaczął ze mną dźwigać moje problemy, długi, niezapłacone szkoły.

Zakończyłam jeden związek. W planach nie miałam drugiego. Chciałam poczekać, przeanalizować, przetrawić, poukładać sobie w głowie. Ale się nie udało. Znalazłam się w zupełnie w innej relacji, byłam zaskoczona, że związek może tak wyglądać. Nie będę tutaj, teraz porównywać tych dwóch relacji.

Jest wrzesień, złożyłam pozew w czerwcu, czekam.
Nie jest tak jakbym chciała, żeby było, chciałam być wolna i formalnie i nieformalnie, żeby wejść w kolejny związek. Nie udało się. To zaczęło się dziać. I nie chciałam oszukiwać ani siebie ani innych.

Jetem dorosła, mam 37 lat. Odpowiadam sama za siebie od wielu, wielu lat, nie muszę niczego ukrywać. To moja sprawa jak żyję. Jedyną osobą, jaką biorę pod uwagę, jest mój synek. Chcę, żeby był szczęśliwy i wychowywał się w szczęśliwej rodzinie. Bez napięcia, bez wyzwisk, w miłości i akceptacji. Ojciec mojego dziecka nie akceptował mnie, tego kim jestem. I nie akceptował moich przyjaciół, pasji. I przez ostatnie lata stawiał bierny opór, znaczy nie robił nic, zostawał z dzieckiem, bo musiał, ale nie chciał, żebym wychodziła do szkoły, teatru. Nie rozmawiał ze mną, bo się obraził, od 10 lat nie rozmawiał ze mną, bo jestem papla i coś powiedziałam mojej siostrze i obraził się na mnie i nie rozmawiał ze mną. Za to dziś rozmawia z całym facebookiem. Oficjalnie i na forum oskarża mnie o zdradę.

Nie zdradziłam Cię kochanie, odeszłam od Ciebie, bo umierałam.

A potem, to już moja sprawa.