środa, 22 lutego 2017

"Oto historia z kantem, co podwójne ma dno"

Zastanawiam się czy pisać o tej historii czy może lepiej nie pisać.
Bo może lepiej nie, może przejść nad tym i pójść dalej.
Ale jak?

Matrix dosięgnął mnie. I powoli po raz kolejny zbieram się w jeden kawałek.

Facebook wczoraj zaproponował mi nowych znajomych.

A wśród nich mojego byłego męża.

Patrzyłam na jego zdjęcie z moim synem i nie mogłam uwierzyć w to co widziałam.
Ciężko mi to było ogarnąć moim umysłem, powoli docierało, że wszyscy jego znajomi, dla mnie są zupełnie nieznajomi. Zupełnie obcy mi ludzie, ani jednego wspólnego znajomego komentującego jego posty.

 A tam jakby drugie życie.
Inni znajomi, nikt kogo znam, nikt.
Nikt z rodziny. Właściwie wszyscy byliśmy oszukiwani.
Dotarło do mnie jak obuchem dlaczego nie zabierał mnie na firmowe imprezy, dlaczego nie poznałam nikogo z jego pracy.

Na zdjęciach tylko on i nasze dziecko.
I pies.
I kot.

Ale mnie nie było nigdy na tym profilu.
Podwójne życie mojego jeszcze wtedy męża. Profil istnieje od 2013 roku. Do 2015 nic się chyba nie działo. Chyba, bo oglądałam profil z pozycji kogoś obcego, a nie znajomego. Więc nie wiem, co oglądają znajomi. Natomiast  działa regularnie od 2015 roku,
gdzie jeszcze nasze małżeństwo też się działo.
Jego wpisy, komentarze i serduszkowe polubienia jakiś dziewczyn.
Dziesiątki dziewczyn, twarzy, których nie znam.

Nie powiem, zabolało mnie. Bo działo się, kiedy był mój, ale k... nie mój.

Okazało się, że jego znajomi i moi znajomi są w tej samej branży (muzyczno, filmowo- teatralnej) i facebook uznał, że powinnam poznać drugą twarz M. Jakże ja się cieszę, że nie stało to się wcześniej, że jestem w innym miejscu, że mam się na kim oprzeć i kocha mnie ktoś inny i szanuje. Że nie udało mu się zniszczyć mojego życia. Że opatrzność nade mną czuwała. I piekło otwarło swoją czeluść kiedy już mnie nie mogło połknąć.

Na wszelki wypadek.
Na wszelki wypadek gdyby mój były zdecydował się zablokować i usunąć swój drugi, alternatywny profil, to porobiłam screeny. Gdyby ktoś mi nie uwierzył, chociaż mam świadków, którzy widzieli ten alternatywny profil, mogę udostępnić screeny.
Nie napiszę jak nazywa się ten nowy profil. Zaraz tam polecicie go oglądać. Może facebook sam Wam powie. A może M się ujawni i połączy swoje światy.

wtorek, 7 lutego 2017

Powoli mija rok

Powoli mija rok. Mniej więcej w tym czasie rok temu zaczyna do mnie docierać gdzie jestem i jak wygląda moje życie. Powoli odkrywam jak strasznie jestem zmęczona swoim życiem. I jak mało jestem szczęśliwa w swoim życiu prywatnym. Jak żyję w wyłączeniu i nie słucham co On do mnie mówi. Nie dopuszczam do siebie

T y c h  s ł ó w

J e s  t  e  ś     g  ł u   p i  a

J e s t e       ś     g ł u p i     a
 J e s t eś

N i e   j e s t e m

N i e  m a  m n i e

 nie istnieję, n
ie czuję


***


Zacząć czuć z powrotem, kiedy się już nic nie czuje nie jest łatwo.

***

On pisze, że nie może widywać się z dzieckiem ile by chciał. Kto Go ogranicza? On sam.
Sam decyduje ile i kiedy chce być ze swoim synem. Czy chce ze swoim dzieckiem przeżywać swoje życie. Czy chce z nim pójść do dentysty, lekarza. Czy chce spędzić z cały swój wolny dzień, ale nie- On ma swoje sprawy. Ja go zdradziłam, zostawiłam, nie będzie mi pomagał, odciążał. Nie będzie przeoraganizowywał swojego życia. Bo WINNA jestem ja.





***

I On potem na śmieciowym portalu społecznościowym pisze, żali się, że nie może spędzać ze swoim dzieckiem tyle czasu ile by chciał. Ależ możesz. Tyle ile chcesz. Możesz być tatą na pełen etat. Właściwie nigdy nie powiedziałam nie, chyba, że gdzieś akurat byliśmy, czy coś poważnego zaplanowaliśmy. A tak, zawsze. Mimo, że dzwonisz chwilę przed i oczekujesz pełnej gotowości.

A jak nie odbiorę telefonu od razu, to mam  P u s ty łep, bo przecież nie dzwonisz dla przyjemności.






***

Łatwo jest ocenić drugą osobę i przypiąć jej łatkę. Łatwo osądzić. I myśleć o niej źle.
A tak ciężko wyjść z przemocowego związku, tak ciężko nie dać się presji. I pójść na opak. I ciężko zaczynać od początku. zaczynać się uczyć zaufania do drugiej osoby od początku. Ciężko jak szlak.