Napiszę o seksie. Bo o seksie mało się rozmawia i generalnie w kuluarach i oszczędnie. A seks, to bardzo istotny aspekt w związku i w życiu. Jestem monogamiczna, więc będę pisać monogamicznie.
Mam 39 lat i jestem w trzecim poważnym związku.
Wydawać się by mogło, że temat seksu mam ogarnięty i dopracowany, że wiele wiem na temat swojej seksualności.
Od wielu lat moje pożycie było raczej udane, z związku w związek coraz bardziej udane. Po pierwszych wpadkach, w latach wczesnej młodości, starałam się nic nie robić na siłę (a wiem, że wielu kobietom się to zdarza i historie, które słyszałam krew mroziły w żyłach), nikt mnie jawnie nie zmuszał do praktyk seksualnych różnego rodzaju (a i tu się osłuchałam o takich zmuszaniach), i raczej było miło.
Ale był jeden raz straszny. I uczynił mi traumę. O tej traumie chcę napisać. Żeby oswajać kobiece mówienie o rzeczach ważnych wprost.
W trakcie on stwierdził, że nie ma jednak chęci. I przerwał nasze tete a tete nagle bez słowa, bo był zły na mnie (zrobił mi tego dnia awanturę o rachunek źle przeze mnie zapłacony).
I mną wstrząsnęło w tym temacie jak nigdy, poczułam jakbym dostała w twarz. Siedziałam na łóżku zamrożona i nie mogłam się poruszyć. Nic powiedzieć nie mogłam. Naciągnęłam koszulkę z powrotem i nie pamiętam co było dalej. Mam dziurę w głowie.
Musiałam siebie pozbierać z gleby. I ciężko mi o tym pisać, ciężko mi było o tym mówić, ale mówiłam i piszę by inne kobiety też mówiły i pisały.
Poczułam się zrównana z parterem a potem zepchnięta do poziomu piwnicy. Moja kobiecość, moja kobieca wrażliwość, moja wiara, że się to da poskładać, wszystko się runęło, ten związek też runął ostatecznie, to był jedyny raz, kiedy ja odeszłam.
Wtedy zaczęło dochodzić do mnie, że mogę się nie godzić na takie traktowanie, że mogę oczekiwać czegoś innego.
Jestem w nowym związku. I okazało się, że seks może być zupełnie inny niż myślałam, że jest. Byłam zaskoczona.
Tak, dotarło do mnie, że seks, to są fajerwerki, to jest poruszenie ziemi. To nie jest żaden zasrany niczyj obowiązek, tylko przyjemność dla obojga i nikt się nie poświęca w imię małżeństwa czy czyiś potrzeb, czy czegokolwiek innego.
Niektóre kobiety godzą się na seks dla spokoju. Wiele kobiet robi to, żeby ktoś dał im spokój. I robią rzeczy, na które nie mają ochoty. Bo on tego oczekuje. A to jest gwałt na duszy i na ciele dla kobiety.
Kobieto, nie musisz się na to godzić i się poświęcać. Masz święte prawo oczekiwać fajerwerków i poruszenia ziemi pod stopami. Możesz chcieć, żeby było niezwykle, ekscytująco, zaskakująco i satysfakcjonująco. Masz prawo czuć się najpiękniejszą, najbardziej pożądaną na świecie kobietą, jedyną w swoim rodzaju, masz prawo czuć się księżniczką, o którą On się stara i troszczy.
Zawsze.
Tak, to działa w obie strony. On też może oczekiwać. Wzajemne dawanie i zaspakajanie swoich potrzeb, to niezwykły proces, który buduje. Tylko nic się nie wydarzy, kiedy ona lub on nie czują się kochani, bezpieczni, zaopiekowani, podziwiani. I dopisz tu sobie wszystko czego Ty potrzebujesz i podziel to na dwa. Na siebie i na partnera. Ale- to bolesne- nic się nie wydarzy, kiedy nie ma przepływu energii, kiedy gdzieś w Tobie albo w Twoim partnerze jest zadzior. Zranienie, chowanie urazy, nieprzebaczenie, strach, manipulacja, szantaż, brak uwagi, ostrość jakaś, brak dbałości . To wszystko powoduje, że nie ma przepływu. I zaczynasz szukać gdzieś w czymś.
I nie musi to być zdrada. Odpływasz.