poniedziałek, 17 sierpnia 2015

Szwecja w moich oczach





Bardzo zapragnęłam ten wpis popełnić w Szwecji, takie miałam marzenie. Piszę ten tekst na kolanie czekając na lot, rozglądam się dookoła.
................................................................................................................................................................
Siedzimy z Jeremiaszem w Gotenburgu na lotnisku i czekamy na samolot do Warszawy.



Pokonaliśmy drogę ze Smögen na  Lotnisko w Göteborgu, jechaliśmy 2,5 godziny trzema autobusami i tylko raz próbowałam wysiąść nie na swoim przystanku. Wczoraj pojechaliśmy autem z moją siostrą i jej chłopakiem zobaczyć drogę z domu na przystanek autobusowy (w prawo, w lewo, 7 minut n nóżkach).
Gdy stanęliśmy po pokazie pod domem, poprosiłam Niklasa, żeby pokazał mi drogę jeszcze raz.
Najpierw popatrzył na mnie przeciągle w lusterku auta, nic nie powiedział, a potem pojechał autem na przystanek jeszcze raz.


..............................................................................................................................................................
Spędziłam z moim synem Jeremiaszem pięć intensywnych dni, pełnych wiatru, słońca i zjawiskowych, fantastycznych widoków. Widoki były bajkowe, jak z Hobbita. Kamienie pozrzucane z góry przez wielkoluda do morza, domki jak z widokówki.


W Szwecji jedliśmy krewetki z oczami, łowiliśmy makrele, dotychczas makrelę spotykałam wyłącznie w markecie, wyłącznie wędzoną.


Makrelami zajadał się mój syn, on generalnie się zajadał czym budził ogólny zachwyt, że tak pięknie je, nie pogardził nawet krewetkami z oczami, krewetki były świeże a nie zamrożone jak to u nas w zupełnie niemorskim kraju  bywają. Krewetki z bułą i majonezem, jedzone na łodzi w słońcu, warto to przeżyć choć raz w życiu.


Gdy łowiliśmy ryby morze bujało i wiało, a ja siedziałam na dnie łódki motorówki, a moje dziecko miało wielką radość ze swojej wystraszonej matki. Gdy zaczęłam czuć obiad w gardle zlitowali się nade mną i wróciliśmy do brzegu. Lubię mieć ziemię pod stopami. Lubię patrzeć na morze z bezpiecznego brzegu.
Potem morze było łaskawsze, uciszyło się i wypogodziło.


.................................................................................................................................................................
Szwecja kraj piękny i surowy. Napatrzyć się nie mogłam. Nazachwycać się nie umiałam.
Szwecja kraj specyficznego poczucia humoru.  Gdzie zabawne jest podtapianie młodszej może czteroletniej siostrzyczki przez dwie dorastające pannice. Kiedy matka spokojnie przygląda się procederowi z brzegu.
Szwecja gdzie Jeremiasz odkrył Pipi i się zachwycił szaloną dzikuską. Szwecja, gdzie odkryłam realność moich ulubionych książek z dzieciństwa Dzieci z BullerbynRonja, córka zbójnika.



Szwecja gdzie mieszka moja najmłodsza siostra, Szwecja, kraina za którą tęsknię już dziś.
Szwecja do której będę wracać.
..................................................................................................................................................................
O mały włos a nie polecielibyśmy do Szwecji, bo w noc przed wylotem Jeremiasz przez sen, obracając się w łóżku włożył palec do mojego oka. Bolało jak szlak, długo nie mogłam zasnąć z bólu. Miałam nadzieję, że rano będzie lepiej. Nie było, bolało przy każdym poruszeniu gałką oka, bardzo bolało. Zapakowałam krople z antybiotykiem do bagażu i pełna bólu i wątpliwości, pojechałam na lotnisko, do końca nie byłam pewna czy dobrze robię. Niewiele pamiętam z podróży do Szwecji poza wkurzającym, kłującym bólem uszkodzonej rogówki. Dopiero na miejscu, w Smogen, w domu Karoliny zakleiłam oko wielką kulą waty, ligniny i gazy. Bo w międzyczasie zadzwoniła moja kochana przyjaciółka i oświeciła jak ratować biedne oko.
Zakleiłam i poszłam spać. A dziecko poszło na powitalnego grilla. Gdzie właśnie zachwyciło swoim pięknym apetytem, pochłaniało podkładane najlepsze kąski rybki i mięska i oglądało po szwedzku Pipi :)
 Następnego ranka oko działało jak należy, tyle, że nie ostrzyło jeszcze przez dwa dni.






















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz