Kiedy piszę o emocjach, to odnoszę to do najbliższych i bliższych nam.
Kiedy piszę o emocjach, piszę o wewnętrznej zgodzie na swoje emocje i emocje innych.
Kiedy piszę o emocjach, to szukam równowagi pomiędzy tym co czuję a tym co wyrażam.
Nie namawiam do wywalania swojego wnętrza wszem i wobec, bez względu na okoliczności i skutki naszych działań. Piszę o poszukiwaniu równowagi, piszę o szukaniu siebie, piszę o wyrażaniu siebie, piszę o słuchaniu siebie i słuchaniu innych.
Nie namawiam do ciągłego wysłuchiwania innych i ciągłego mówienia o sobie.
Są ludzie, którzy dużo mówią i mało robią. Nie zmienia się nic w ich życiu. Bo nie chcą tych zmian, bądź mają za mało sił, motywacji, energii i nie wiem czego jeszcze. Ale mówią o tym jak im źle lub jak bardzo są nieszczęśliwi żyjąc w zaistniałej sytuacji i konotacjach rodzinnych.
Kiedy mówią a nic nie robią, to zrzucają swoje napięcie, trudną energię na nas i my możemy, ale nie musimy uczestniczyć w tym procesie.
Być może to jesteś właśnie Ty, Ty narzekasz, opowiadasz jak bardzo Ci źle, jak bardzo jesteś nieszczęśliwy, ale nic robisz, żeby to zmienić, lub robisz za mało. Może nie masz sił, może.
Nie wiem. To trudne. Jest wiele powodów dlaczego nie przychodzą zmiany. Wiem natomiast, że trzeba stoczyć ze sobą bój, ze swoimi strachami, postawami utkanymi w dzieciństwie, I wielu, wielu by chciało, ale nie ma dość siły, żeby to zrobić.
Czy mam rady właśnie dla Ciebie? Mam tylko jedną, walczyć, podnosić się do góry z ziemi i iść choćby jeden krok, bo każdy krok do przodu prowadzi do zwycięstwa. I nie patrz do tyłu, na porażki. Tylko w przód. Ja należę do tych, którzy wysłuchują wiele, wiele razy, którzy wierzą za każdym razem, którzy ufają, że się uda.
I mimo powtarzającego się schematu upadania, za każdym razem wierzę, że tym razem może się udać. Chyba, że ktoś mnie okłamuje, chyba, że ktoś jest nieszczery, nieprawdziwy i chce mnie nabrać. Wtedy odcinam się i już nie wierzę.
Mam dużo czasu dla ludzi, mam dużo przestrzeni szczególnie dla ludzi, których już nikt nie chce słuchać, którym nikt nie chce wierzyć. Mam dla nich wiele zrozumienia. Mam wiele zrozumienia, cierpliwości i wytłumaczeń dlaczego tak się stało. Rozumiem i czuję. Współczuję.
Współodczuwam. To trudne.
Ja tak mam, że mam przesunięte granice akceptacji, potrafię znieść naprawdę wiele. Inni mogą mieć inaczej. Każdy powinien wiedzieć gdzie ma swoje granice i trzeba je chronić i dbać o siebie. Nie pozwalajmy siebie nie szanować.
Skutkiem mojej akceptacji jest, to że czasem mnie wyrzuca. I zamykam się. Sama w sobie. Muszę pozwolić sobie odpocząć. Łapię dystans. I zbieram się w sobie. Wsłuchuję się w siebie i pytam dokąd idę.
Czy warto kochać trudnych ludzi? Coś za coś. Często boli bardzo, ale jest płynące zaufanie i powstaje relacja, głębina przywołuje głębinę.
Głębokości, nie płytkości- mnie pociągają i inspirują. Głębokie przestrzenie w drugim człowieku można spotkać wszędzie. Głębina przywołuje głębinę niezależnie od okoliczności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz