poniedziałek, 14 marca 2016

Gość

Mamy gościa w domu.

Gość ze zdziwieniem obserwuje naszą domową rzeczywistość.

Po niedzielnym obiedzie, obiedzie ,który nie był obarczony godziną rozpoczęcia gość próbował pozbierać naczynia. "Siadaj, wyluzuj" dostał poduszkę, na którą opadł. W środku miał potrzebę posprzątać po obiedzie, zanim się poddał, poduszka zwyciężyła. Posprzątałam dużo, dużo później, kiedy już wstali gdzieś wszyscy na chwilę. 

Obiad: zupa krem z zielonego groszku, ser pleśniowy, humus, zatar, oliwa, pomidorki, bagietka. Zlitowałam się nad gościem i nie było jajka w koszulce w środku zupy.

Po obiedzie siedzieliśmy i gadaliśmy, Jeremiasz naznosił zabawek dużego gabarytu do nas, do salonu i nie zwracając na nas uwagi budował swój świat zabawy. Wystarczyło mu, że jesteśmy blisko. Potem wkroczył w naszą przestrzeń i wciągnął nas w jakąś swoją zabawę. 

Przenieśliśmy się do kuchni, chowałam naczynia po obiedzie do zmywarki. Panowie rozmawiali nie wiem o czym, nie chciało mi się ich słuchać. Wystarczyło, że miałam wszystkich blisko. Odczułam, że mam wszystko czego potrzebuję blisko siebie, takie uczucie wypełnienia. 

Zrobiłam herbatę, Jeremiasz pojawiał się w kuchni i wracał do swojej zabawy. Jak coś mówił, to przerywaliśmy rozmowę i słuchaliśmy Jeremiasza. 

Zrobiło się późno. W międzyczasie Michał wykąpał Jeremiasza. Jeremiasz wylądował na kanapie pod kołdrą w salonie. Chciał być blisko. "Mamo idę spać" powiedział i zasnął.

Rozmawialiśmy długo. Gość był zdziwiony luzem w naszym domu. Że nic nie musimy, że nie trzeba sprzątać naczyń po obiedzie. Że Jeremiasz może roznosić zabawki po całym domu, bawić się w łazience, gdzie farbował włosy Śnieżce.

Że może zasypiać na kanapie, kiedy sam zachce, a nie odgórnie, kiedy my zarządzimy, że czas iść spać.

Dla mnie to było takie normalne, zwyczajne, przyzwyczajeni jesteśmy funkcjonować w ten sposób.
Jemy kiedy jesteśmy głodni, tyle ile mamy potrzebę, sprzątamy kiedy czujemy potrzebę, idziemy spać, kiedy chce nam się spać.

No z tym spaniem to nie do końca prawda. Rozmawiałam jeszcze długo, długo. Zdrowy rozsądek zwyciężył mimo wszystko, po 01.00 zdecydowałam się iść spać. Oczy zamykały mi się w wąskie szparki. Gość miał podobne szparki zamiast oczu. Zlitowałam się nad nim i poszłam spać.

Dziś przyszła refleksja, że może my rzeczywiście dziwni. I jakaś ulga, że nie muszę się spinać i napinać we własnym domu. 

Puenty nie będzie. Puenty nie ma. Dalej piszę dla tych, którzy tu zaglądają sami z siebie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz