środa, 23 listopada 2016

Już nie pędzę

Przez ostatnie naście lat pędziłam. Życie w biegu. Robiłam wiele rzeczy jednocześnie. Kończyłam szkoły, kursy, spotykałam się z wieloma ludźmi.
Zarabiałam pieniądze. Też. Bo ostatecznie pracowałam na dwa etaty.

I teraz jakby mnie zatrzymało. Odechciało mi się. Czekam na wolny dzień, weekend, popołudnie. Czekam, żeby usiąść na kanapie z kubkiem kawy czy herbaty obok mojego dziecka.  Albo w kuchni, w fotelu naprzeciw.

Miałam pójść na kolejne studia. Nie poszłam. Nie miałam ochoty walczyć z czasem i przestrzenią. Tak jak w poprzednie lata.

 Nie chce mi się pędzić, nie chce mi się być bizneswoman, nie chcę nawet być towarzyska, nie chcę robić makijażu w samochodowym lusterku na czerwonych światłach.

Nie miałam czasu posadzić kwiatków na balkonie, a kiedy już je zasadziłam, bo się uparłam, nie miałam czasu usiąść na balkonie i na nie popatrzeć. Dostrzegłam ususzone kikuty już tuż przed zimą. Zabolało.

Zastanawiam się dziś gdzie ja byłam i dlaczego byłam- w tym pędzie? Czego szukałam, czego nie miałam?
Za czym biegłam?

Bardzo dobrze to działało na niemyślenie. Na niezastanawianie się. Miałam powyznaczane cele i do nich dążyłam. Dawało mi to satysfakcję. Emocje zrzucałam w teatrze. I nie wiem gdzie bym była gdyby nie teatr w moim życiu. To był mój wentylek, przez który schodziło ze mnie napięcie jak powietrze z balonika.

I o ten teatr były karczemne awantury. Że mnie nie ma, że nie dość, że mnie nie było, to jeszcze teatr i ostatnio bardzo rzadkie spotkania z przyjaciółmi. Za to były wyrzuty. Bałam się odbierać telefony w trakcie spotkania, bałam się pytania: gdzie jesteś i potok słów, odsuwałam słuchawkę od ucha i słuchałam z daleka.  Bo już pod koniec nie mówiłam gdzie jestem. Bo bałam się. On nie wychodził nigdzie. Z nikim. Tylko się wygrażał, że wyjdzie, gdzieś pójdzie. Ale nie poszedł, nie chciał wychodzić nawet ze mną. Nigdy nie poszliśmy razem na kawę do kawiarni, może nie nigdy, ale nie wiem czy kiedyś.

Więc uciekałam. Sama przed sobą. Uratował mnie teatr.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz