poniedziałek, 22 maja 2017

A ziemia toczy, toczy swój garb uroczy, toczy się los.

Nie piszę nic,
nic o moim życiu. Prawie nic.

Pracuję.
Spektakl mój i mojej Asi, był na festiwalu, została wyróżniona
nasza główna bohaterka Kaczątko. Za kreatywność.

Wiosna przeleciała, przypełzło lato. Przestałam marznąć.
Nazbierałam staroci. Moja nowa pasja, odnawianie starych mebli i
dawanie im nowego życia.

Czekam aż M. wyprowadzi resztę swoich rzeczy z domu.
Bo mam zupełnie zagracony jeden pokój. Stoją Jego wzmacniacze, światła,
kolumny, głośniki i mnie bolą. Łypią na mnie z wyrzutem w oku, nie chcę,
żeby na mnie patrzyły. Śrubki, kabelki, śrubokręty.








A właśnie śrubokręty, Jeremiasz zaczął przedwczoraj rozkręcać swoje zabawki, najpierw wielkim śrubokrętem, potem zażyczył sobie małego do małych śrubek. Rozkręcił wszystkie ciuchcie, ciuchcie, które same jeździły po torach.

Już nie jeżdżą, czekają aż Jeremiasz je poskręca.

Tata Jeremiasza zawsze coś skręcał i rozkręcał, Geny. Nie wydłubiesz. Ciekawi mnie co ja mu przekazałam w genach. Co wyssał z mlekiem matki? Wielką wrażliwość czasem trudną do uniesienia, ale też dającą możliwość odczuwania świata i ludzi?
Miłość do sztuki, teatru, muzyki? Wewnętrzne rozedrganie? Możliwe.
Byle był szczęśliwy, byle czuł się szczęśliwy.
Byle bezpieczny, żeby miał marzenia i, żeby się nie bał marzyć.



A ja, a ja marzę, żeby dożyć spokojnej starości przy tym, którego kocham. To są moje marzenia. Moje marzenia, to szczęśliwy Jeremiasz.










Musi coś rąbnąć, żeby przewartościowało się życie, żeby cegiełki ważności wskoczyły na swoje miejsce. Kawa na balkonie i ptaki w świerkach. To moje marzenia.



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz