czwartek, 8 czerwca 2017

W idealnym świecie nie ma mnie

Wrzucają ludzie idealne fotki, odbicia w zwierciadle.
Idealne dzieci, idealni partnerzy, idealna, szczupła figura, idealne wakacje.
Uśmiechy, idealne uśmiechy, idealni doskonali ludzie.

Trudno przyznać się, że nie jest idealnie. Trudno przyznać się, że jest ciężko.
Trudno przyznać się, że dieta nie działa, no może i by zadziałała, ale nie udało się
tej diety utrzymać, nie udało się być dobrą żoną, matką i kochanką.
Nie udało się małżeństwo, nie zawsze udaje się być dobrą mamą, nie zawsze dotrzymujemy terminów, nie mamy siły posprzątać domu, ugotować obiadu a dziecko żywi się frytkami z piekarnika i pizzą.

Mam dużo planów, posprzątać balkon, ogródek. Przychodzi sobota, pierwsza wolna od kilku tygodni a ja nie mam siły wygrzebać się z piżamy, łóżka. O 12:00 jemy śniadanie i powoli budzimy się do życia. Potem zamiast ogarniać balkon czy ogródek jedziemy na kawę, ciastko i lody.

Na początku tygodnia robimy plan działania, listę co trzeba zrobić. Na pierwszym miejscu ostatnio jest auto, bo ciągle coś, w każdym miesiącu coś. W tym wymiana oleju i wszystkich filtrów. Niby nic, a jednak kilkaset złoty w kieszeni mniej. W tamtym miesiącu wymienialiśmy jakiś pasek a w poprzednim sprzęgło. Są jeszcze potrzeby Jeremiasza, buty na lato, ale nie zwykłe, korekcyjne, trening słuchu, stomatolog. Nie zawsze udaje nam się zrealizować wszystkie punkty z listy.

Dochodzą niespodziewane wydarzenia. Plus jest taki, że niespodziewane wydarzenia powodują dobre zmiany i włączają myślenie i szacunek do życia. Plus jest taki, że ustawiają się priorytety. Plus jest taki, że schudłam przy okazji na lato. Plus jest taki jeszcze, że dowiaduję się na kim mogę polegać i kto mnie wspiera mimo moich trudnych wyborów.

I minus jednocześnie, bo zawiodłam się przeokrutnie.

Minus jest też taki, że jak zwykle przy stresie mój żołądek odmówił współpracy i tydzień cały nie miałam możności wyprostować się do końca, bo mnie zginało w pół, pewnego dnia myślałam, że nie wstanę z łóżka i nie pójdę do pracy, ale w końcu wstałam i poszłam. Umówiłam się nawet w desperacji na
wizytę u lekarza, Ale zanim, brzuch mnie przestał boleć. Dałam mu probiotyki i zadziałało. Na szczęście.

Czy jest jakaś puenta? Tak, że ustawiły mi się priorytety. Tak, że ważne stały się rzeczy najprostsze.
Tak, że postawiłam granice.

Największa zdobycz mojej psychiki.
Postanowiłam, przestać ratować świat.


Dla odprężenia ratuję stare, opuszczone meble. Nic w przyrodzie nie ginie.
I maluję drewniane skrzynki na pastelowe kolory.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz