Zupełnie nie chcę pisać o szkole, zdaje się, że mam uraz czy coś. Bo jak myślę o szkole Jeremiasza, to mam mdłości. Jeremiasz przechodzi to lżej, a może takie mam tylko wrażenie, że lżej. W każdym razie lepiej ode mnie śpi i lepiej je. Ja mam z tym problemy. Mam też problemy z zaakceptowaniem szkoły samej w sobie, w takiej formie w jakiej ona funkcjonuje.
Otarliśmy się o szkołę państwową, Jeremiasz otarł się osobiście i fizycznie, wręcz boleśnie, ja mniej dosłownie, ale równie intensywnie.
Znalazłam dla Jeremiasza szkołę małą, kameralną, parterową, integracyjną, zależy mi, żeby Jeremiasz miał w klasie dzieci z orzeczeniami, integracyjną- dwie panie, 14- cioro dzieci. Szkołę państwową znalazłam, chciałam nie płacić za szkołę.
Pierwszy dzień: świetlica, dwóch uczniów bije trzeciego, początkowo dla wszystkich jest to zabawa, potem dwóch przewraca trzeciego, zdejmuje mu majtki i daje klapsy. Myślę sobie- przynajmniej to nie dotyczy mojego dziecka. Matka Egoistka.
Drugi dzień: chłopiec ze starszej klasy bierze mojego syna za ręce z tyłu i prowadzi go do szatni a tam przypiera buzią do ściany i daje klapa w tyłek, w tym momencie reaguje nauczycielka i odciąga tego chłopca od mojego chłopca. Myślę sobie- przynajmniej nauczyciel zareagował w porę.
Trzeci dzień: dwóch chłopaków bije się na korytarzu szkolnym (korytarz klas 1- 2)reszta dzieci krzyczy: bitka, b i t ka, b i t k a. Nauczycielki rozdzielają chłopców. Mój mówi "Mamo miałem
takie dziwne uczucie w brzuchu". Jezu, nie chcę, żeby moje dziecko miało takie uczucia w swoim brzuszku (moim zdaniem ciągle jeszcze małym brzuszku).
Czwarty dzień: dzwoni dzwonek, pani od wf u otwiera klasę, wpuszcza dzieci i wychodzi, nie ma jej 10 min., w tym czasie chłopiec z trudnościami- 9 latek próbuje siadać na inne dzieci- ja nie wytrzymuję i reaguję, i pytam mojego syna: "Jeremiasz podoba Ci się kiedy ten chłopiec- dajmy na to Marcin- siada na Ciebie? Nie podoba mi się, odpowiada moje dziecko. Marcin zejdź z Jeremiasza, jemu to się nie podoba".
Wpada pani od wf u "Uciekamy rodzice, uciekamy"- fuka na nas, na mnie i jeszcze jedną mamę, która stoi obok mnie milcząca. Nie mam słów. Rozmawiam z dyrektorem, przesympatycznym i otwartym na współpracę facetem. Rozmowa mnie nie uspokaja. Zastanawiam się co przyniesie kolejny dzień.
Piaty dzień: Jeremiasza odbiera tata. "Mamo- w wolnej chwili mówi Jeremiasz- jeden chłopiec na przerwie uderzył mnie w usta i się przewróciłem" pode mną ugięły się nogi. "Jak to się stało- pytam spokojnie i cicho, trzymam swoje emocje- opowiedz mi". Jeremiasz o szczegółach opowiada niechętnie. Chłopców było trzech, początkowo to była zabawa, potem dla chłopców dalej była to zabawa, ale dla mnie już nie- było ich trzech, z drugiej klasy, jeden to ten, co wcześniej ciągnął Jeremiasza za ręce. Przyparli mojego syna do ściany i trochę postukali, na koniec jeden strzelił go z pięści w usta, tak, że Jeremiasz upadł. z ust poleciała krew. Usta miał porozcinane w kilku miejscach jeszcze przez kilka dni.
Zrobiło mi się miękko w środku i niedobrze. Nie uniosłam sytuacji. Nie dźwignęłam.
Jeremiasz do tej szkoły nie poszedł już. chodził do niej miesiąc, bez tygodnia.
Po tej historii, której nie uniosłam rozmawiałam z wychowawczynią, psychologiem i dyrektorem.
I każdemu z nich powiedziałam własnie, że nie uniosłam, nie dźwignęłam, że nie czuję się bezpiecznie, że nie ufam, że nie wyobrażam sobie, żeby Jeremiasz miał chodzić do szkoły i wracać z rozbitą wargą. Wszyscy okazali mi zrozumienie.
Przeniosłam Jeremiasza do szkoły innej, prywatnej.
I zabrałam Jeremiasza z tej innej szkoły prywatnej, po tym jak dyrektor szkoły przez tydzień nie znalazła czasu, żeby się ze mną spotkać i podpisać umowę, zabrałam go po tym jak wychowawczyni pierwszej klasy, do której Jeremiasz już chodził cztery czy trzy dni, gdy wychowawczyni w trakcie pierwszej rozmowy poinformowała mnie, że ma bardzo zdolne dzieci i połowa czyta bardzo dobrze a druga połowa mniej dobrze, ale też czyta. A Jeremiasz nie czyta i męczy mu się ręka jak pisze i jak nie czyta, to nie umie przeczytać polecenia i ona musi mu mówić CO JEST NAPISANE, bo jak zadanie jest trójstopniowe, to Jeremiasz nie pamięta wszystkiego od razu. Pani ma w klasie 6 dzieci, w tym jedno pod opieką nauczyciela wspomagającego i nieczytający Jeremiasz stanowi dla mniej problem. Chciałam to wyjaśnić z dyrektorką, ale nie odbierała mojego telefonu przez dwa dni. Nie chciałam, żeby moje dziecko było dla kogoś problemem, szczególnie w miejscu gdzie co miesiąc muszę zostawiać kupę pieniędzy. Chciałabym, żeby nauczyciel skupił się na moim dziecku a nie na tych innych bardziej zdolnych. Więc dyrektorka nie odbierała telefonu a mi się chciało płakać, bo myślałam sobie, że nie umiem współpracować z tak niepoważną placówką.
I przeniosłam Jeremiasza do kolejnej placówki, też prywatnej, ale którą odrzuciłam z różnych względów na początku. Wróciłam do niej. Porozmawiałam z dyrektorką, powiedziałam, że Jeremiasz jeszcze nie czyta i t o wcale jej nie wprowadziło w zdziwienie. I kolejnego dnia Jeremiasz pojechał do kolejnej szkoły. Niezbyt chętnie. Trochę miał już dość. Ja też miałam dość.
W nowej szkole w klasie są dzieci mieszane wiekowo i klasowo, Jeremiasz jest pierwszakiem, jest jeszcze dwóch drugoklasistów i jeden trzecioklasista i jeden zerówczak. Wszyscy w jednej grupie. Pani wychowaczyni jakoś posiada zdolność ogarniania dzieci na różnych poziomach umiejętności.
Udało mi się to poukładać, mimo, że szkoła jest dalej niż poprzednie i nie ma za bardzo świetlicy. Musiałam jakoś powklejać Jeremiasza integrację sensoryczną, korektywę i logopedę. A chcemy jeszcze teatr i wokal gdzieś dorzucić. Ale to za chwilę, jak się wdroży Jeremiasz w nowy sposób funkcjonowania.
Nowa szkoła Jeremiasza jest dosyć specyficzna, nie prowadzi rankingów, nie wiadomo, które dzieci są najlepsze, a które nienajlepsze. Są w tej szkole dzieci z różnymi trudnościami i dysfunkcjami. Nikt się nie dziwi, że Jeremiasz nie czyta a on właściwie czyta, proste wyrazy zaczął czytać.
Przez kilka kolejnych dni Jeremiasz pyta rano, do której szkoły jedzie dziś.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz