Potem, powoli dociera do mnie, że tak, mnie to TEŻ DOTYCZY. Dotyczy mocniej niżbym tego chciała. "Jezu, nie, nie będę o tym pisać". Nie będę o tym pisać, bo to grząski temat i nie wiem dokąd mnie zaprowadzi.
Kiedy trzy lata temu pozwoliłam sobie na myślenie, że też byłam ofiarą przemocy, to się okazało, że byłam i dalej jestem. A potem zaszły tak drastyczne zmiany w moim życiu osobistym, że nigdy bym nie przypuszczała, że coś takiego może się jeszcze mi zdarzyć. Świat mi się przekręcił do góry nogami.
I teraz nie wiem dokąd zaprowadzi mnie myślenie "tak byłam molestowana". Jest we mnie wstyd, jest we mnie opór, żeby to ruszać. I jest we mnie tyle nie osobiście moich historii o molestowaniu, historii strasznych, historii, które nosiłam w sobie miesiącami i dalej je w sobie noszę. Historii gdzie winny nie został nigdy ukarany. Że myślę sobie- moje molestowanie to pikuś. Ale to nie jest PIKUŚ.
O tych nie moich historiach pisać nie będę, one zostały mi powierzone w tajemnicy i zostaną we mnie tajemnicą. Prawdziwą tajemną, przeklętą wiedzą, wspomnieniami mordercami dusz.
Ja mam swoje wspomnienia. I podzielę się nimi, ale niechętnie. Bo mam mdłości kiedy o tym myślę i czuję coś na kształt obrzydzenia, kiedy myślę o nich:
1. Wujek, który patrzył na mnie dziwnym wzrokiem i łapał mnie za kolana i kiedyś w nocy próbował wejść do mojego pokoju, ale głos cioci go zatrzymał.
2. Starszy ode mnie kilka lat sąsiad, który mnie klepnął w pupę na klatce schodowej, szedł za mną po schodach. Miałam ze dwanaście lat może.
3. Młody chłopak ocierający się o mnie w autobusie, gdy już byłam dorosła.
4, 5, 6, 7, 8, 9, 10, 11, 12, 13, 14................................................................................................................30, 40, 50...............................∞ I mnóstwo wypowiadanych do mnie seksistowskich, obleśnych tekstów na imprezach, spotkaniach towarzyskich, spotkaniach biznesowych. Uwag, na które robiło mi się niedobrze i miałam ochotę kolesiowi trzasnąć w mordę. Propozycje seksu składane przez nieznajomych na ulicy,
kilku z tych facetów za mną szło najpierw, więc zatrzymywałam się wciekła i pytałam "czego chcesz"? I wyjasniałam potem, że ja nie jestem zainteresowana. Liczne "niemoralne" propozycje.
Jest we mnie straszna niezgoda na męskie ciągle nagabywania, nawiązywania, porównywania wszystkiego do seksu, dupy, cycków i sama jeszcze nie wiem czego, i angażowania mnie w te rozmowy. Jestem zła, jestem wściekła, że faceci pozwalają sobie wobec mnie na te obrzydliwe komentarze.
Jakim prawem mnie zaczepiacie i przekraczacie moją imtymność. Więc tak, nie życzę sobie, nie chcę i mnie to nie bawi. Czuję się niezręcznie.
Na koniec zostawiłam historię, która jest jak wisienka na torcie. Bo jest najbardziej. Zaraz się dowiecie dlaczego jest Historią Najbardziej.
Miałam wtedy trzynaście a może dwanaście, a może nawet jedenaście lat- nie pamiętam. Pojechałam ze starszą cioteczną siostrą i jej koleżanką na wakacje. Zatrzymaliśmy się na mojej wsi. Miejscu bezpiecznym, dla mnie znanym najbardziej. Mieszkałam na tej wsi jako dziecko. Mieliśmy tam domek parterowy. Gdy miałam sześć lat wyprowadzilismy się do miasta.
Z dziewczynami spałyśmy na podwórku, w namiocie. Jak przygoda, to przygoda.
Pewnej nocy obudziłam się, coś mnie obudziło, takie dziwne uczucie a obok leżał M., kilka lat starszy sąsiad. M. miał może wtedy osiemnaście, dwadzieścia lat. Nie znaliśmy się, nie rozmawialiśmy nigdy, bo ja byłam dzieciak a on dużo starszy. Aż dorosłam.
M. bawił się moim trampkiem, nie wypowiedział tej nocy ani jednego słowa. Najpierw pogłaskał mnie po kolanie. potem po udzie. Jego ręka powoli jechała do góry. A do mnie powoli docierało co się dzieje.
Gdy ręka była już bardzo wysoko powiedziałam "NIE" i ręka zatrzymała się. Obok spała moja starsza cioteczna siostra a dalej jej koleżanka. Dziś, kiedy to analizuję, to myślę sobie, że M. nie mógł pozwolić sobie na nic więcej. Zabrał się więc i poszedł sobie. Nie mam w sobie emocji żadnych. Nie czuję właściwie nic jak o tym piszę. Tylko gdzieś głęboko we mnie zaciska mi się supełek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz