Wyszłam za mąż. Za mąż poszłam.
Dziwnym sposobem bycie żoną daje mi poczucie bezpieczeństwa, dziwnym, bo to nie pierwszy raz wychodzę za mąż. A mimo to dalej się upieram, że lubię być żoną. To taka deklaracja, że chcę być z kimś na zawsze, zawsze chcę a nie zawsze mi wychodzi. Właściwie tylko raz ja kogoś porzucałam, bo poprzednie razy, to ja byłam zostawiana. Nie umiem odchodzić. I nie wiem jak to się stało, że udało mi się odejść.
I wyszłam za mąż. Obyło bez wielkiego olaboga. W spokoju to się wydarzyło. Na ślubie była moja najbliższa rodzina, która wiernie przychodzi na moje wszystkie śluby, chociaż tata w toaście nam życzył, żeby tym razem był to słuszny wybór, też mam taką nadzieję, że tym razem to już ostatni raz i razem dobrniemy do brzegu a rzeka nie będzie rwąca, tylko spokojnie sobie popłyniemy. Przyszli goście, najbliższa rodzina i moja kochana przyjaciółka.
Mój Jeremiasz z córką siostry Tosią podali nam obrączki, wzruszająco.
Był obiad i dobra atmosfera. Tort i dużo uśmiechów do nas płynących i dobrych życzeń.
***
Zmęczona byłam walką z moim przeznaczeniem, upieraniem się, że nie mogę być szczęśliwa z moim partnerem do końca, że przecież coś musi uwierać, coś musi być niezaspokojone, gdzieś musi brakować, musi być tarcie, trzeba się poświęcać, coś tracić, siebie na ołtarzu małżeństwa złożyć i dać się podpalić.
Od jakiegoś czasu nie walczę. Nie docieram się, jestem z sobą pogodzona. Nie poświęcam się dla dobra idei. Jest mi dobrze. Nie mam potrzeby realizowania się gdziekolwiek indziej, nie mam potrzeby na dodatkowe relacje, które zaspokoją mi to, czego partner nie umie zaspakoić. Nie jestem skawałkowana. Trochę tu, trochę tam. Kiedyś mi powiedziała dobra koleżanka, że ona z partnerem lubi podróżować i coś tam jeszcze lubi robić, ale nie umieją razem rozmawiać, rozmawiać lubi ze swoim przyjacielem, bo z partnerem lubi inne rzeczy, przecież nie można mieć wszystkiego w jednej osobie. Dało mi to do myślenia. I ja myślałam podobnie, że nie można mieć wszystkiego.
Dziś jestem w jedności, ciała i duszy. Wszystko w jednym kawałku.
Z moim mężem lubię wszystko.
Z moim mężem lubię do kawiarni pójść, z moim mężem lubię oglądać te same filmy, z moim mężem lubię jeździć na wakacje, z moim mężem lubię chodzić na wspólne obiady do restauracji.
Razem chodzimy do kina i do teatru, razem robimy wypady na miasto.
My lubimy robić wszystko razem. I ja i on.On i ja. Razem.
Czy jest idealnie, nie zawsze jest idealnie. Czy się kłócimy, czasem się kłócimy aż wióry lecą. Czy mamy różne zdania na te same tematy, zdarza nam się mieć inne zdania i każdy broni swego jak lew. Czy lubimy razem rozmawiać, uwielbiamy ze sobą rozmawiać. Czy on mnie denerwuje, czasem mnie denerwuje jak szlak. Czy ja go denerwuję, a kogo ja nie denerwuję... Bywam denerwująca. Tylko czuję, że jesteśmy jednym puzzlem. Kiedy mam go obok, to już nic mi nie brakuje i im bliżej on jest tym lepiej jest mi ze sobą, zniknęła mi potrzeba walki o własną przestrzeń, o czas tylko dla siebie. Zniknęła mi potrzeba własnej autonomii. Nie duszę się, nie potrzebuję uciekać do lasu. Oddycham lekko. Czy znalazłam przepis na życie? Znalazłam swoje szczęście. Dziś jestem szczęśliwa, wczoraj byłam szczęśliwa, jutro będę szczęśliwa, czy zawsze będę szczęśliwa, nie wiem, ale bardzo bym chciała. Czy się nie boję, boję się jak nie wiem co, mam swoje zmory i strachy.
***
Czy czegoś mi brak? Tak, czasu, mam wrażenie, że mam za mało czasu.
Dni tak szybko mijają. Łapię chwile.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz