I powoli dokonuję wymiany mebli tych współczesnych, kupionych lat niewiele temu na meble stare. Coś tam z nimi robię, zdejmuję lakier, farbę, nakładam nowe. I takie tam.
Ostatnio znalazłam cały zestaw mebli art deco, szafa, toaletka i witryna. Bardzo chciałam tą toaletkę mieć, nawet wyobraziłam sobie gdzie oną postawię. Zawsze marzyłam o tym, żeby mieć toaletkę, moja ukochana ciocia Marysia taką posiadała, a ja jako mała dziewczynka przesiadywałam przed nią i malowałam się cioci malowidłami, zakładałam korale i buty na obcasach i przeglądałam sie w wielkim lustrze toaletki cioci Marysi.Marzyłam o takiej toaletce i oto moje marzenie miało się spełnić, ale nie do końca było to łatwe jak się okazało.
Zaproponowałam cenę niewielką, taką na jaką mnie było stać. A właścicielka mnie zastrzeliła swoją propozycją, żebym za tą cenę zabrała wszystkie meble, cały komplet (toaletkę, witrynę i szafę czterodrzwiową o nieeeee).
O! Tyle pięknych mebli i to za taką cenę, że mogłam mieć te wszystkie meble. Meble, które zawsze mi się podobały, bo mają klasę (styl art deco) a cena mocno symboliczna.
Łaaaaa!
Tyle, że te meble nie miały możliwości zmieścić się w moim mieszkaniu, wcale nie takim małym, ale już mocno obstawionym moją pasją zbieractwa. I pomyślam, dobra, wymienię te meble, moje sprzedam po taniości, oddam może nawet jak nikt nie bedzie chciał kupić a tamte wezmę za ten bezcen. I zaczęłam się z Pańcią umawiać kiedy przyjadę po meble.
I okazało się, że meble mieszkają w Wałbrzychu (400 km od Warszawy). A w moim dużym aucie się nie zmieszczą a nawet gdyby się zmieściły, to ja nie dam rady w tą i z powrotem 400 km pokonać.
Ale i tak się by nie wlazły, więc o czym my tu...
Mój P. stawił opór na te meble, bo odkąd jesteśmy razem ciągle gdzieś jeździmy i coś przywozimy, potem to tachamy na górę. I on po ostatniej szafie powiedział, że na więcej się nie pisze. I, że ja jestem szalona. Ale nie powiedział nie. Poprosił, żeby go za bardzo nie angażować w te meble.I ja bardzo się zastanawiałam co zrobić, myślałam cały weekend. Byłam na tak, bo wiadomo i byłam na nie, bo bardzo mi sie nie chciało ruszać całej tej machiny.
Ale co tam, chciałam być księżniczką i mieć własną toaletkę.
Sprawdziłam cenę rynkową tych mebli i one normalnie są dziesięć i więcej razy droższe. Więc nawet z ceną transportu dalej się opłacało. Robiliśmy ostatnio jakieś remonty, dach trochę, auto jak zwykle i średnio to widziałam. Finansowo wyglądało tak, że będzie bardziej oszczędnie do końca miesiąca a ciągle na coś oszczędzamy i mam już dość.
Ico? I znalazłam przewoźnika, nieco tańszy niż pozostali i on tam pojechał złożył szafę, bo by nie wyszła z domu, zabrał meble i mi je przywiezie w nadchodzącym tygodniu.
P. nie był zachwycony, że się zdecydowałam, zdziwiony też nie był, podobnie jak moja rodzina i przyjaciele też się nie zdziwili, że te meble kupiłam. Mama mówiła "kupuj, kupuj, będziesz miała pieknie". Moja mama też kupuje meble i jeszcze obrazy. Tata mówił "Nie, nie kupuj staroci, po co Ci to", a to przez tatę mnie naszło na starocie, bo on pierwszy sprezentował mi stary fotel i komodę. I zabrał mnie na targ staroci. I tak się zaczęło.
I teraz ja próbuję pozbyć się obecnych, żeby wstawić te art deco sobie do domu. Część już ludzie obiecali zabrać. Została szafa, wielka szafa, którą chcę sprzedać albo oddać. Wolałabym sprzedać, ale oddam jak nie sprzedam.
***
Mozna powiedzieć, że jest ogarnięte. Jutro ludzie przyjadą i pozabierają moje meble. Wielką szafę też, pojutrze przyjadą meble z Wałbrzycha. Trzymajcie kciuki, żeby wszystko się udało. I żebym nie została bez mebli zupełnie, bo jedne odjadą a drugie nie przyjadą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz