wtorek, 22 września 2015

Sceniczne zwierze Marcin Januszkiewicz i Natalia Sikora z pięknym, zachrypniętym wokalem

Pierwszy raz zobaczyłam Marcina Januszkiewicza na scenie Teatru Studio w Warszawie, grał w spektaklu Wichrowe Wzgórza. Spektakl zrobił na mnie piorunujące wrażenie, chwilę potem usłyszałam go na moim pierwszym jego koncercie i tak odkryłam Januszkiewicza.
Odkryłam jego talent sceniczny i wokalny, mogłabym napisać przede wszystkim wokalny albo przede wszystkim sceniczny, ale nie- on się posiłkuje jednym i drugim zabierając widza- odbiorcę, a może biorcę do innego świata.

Jakiego?

Świata czego?

Czy zabiera do swojego świata przeżyć, wspomnień, doświadczeń, oczekiwań, marzeń? Nie wiem.

Nie doszukuję się, staram się nie badać, nie być terapeutą, nie analizować, nie współodczuwać tych emocji zbyt głęboko.




Podczas koncertu w Teatrze Studio Januszkiewicza z  Natalią Sikorą, dziewczyną z pięknym, zachrypniętym głosem, dziewczyną, o której nie mogę za dużo dzisiaj pisać, bo dwóch tak mocnych osobowości nie dźwignę w jednym wpisie, pojawiają się silne emocje.  Podczas koncertu Januszkiewicz w jednej chwili przechodzi, delikatnie wchodzi i wychodzi z jednej intensywnej  emocji w drugą równie mocną.
Jest ciepły uśmiech by za chwilę pojawiło się napięcie czy płacz. To wszystko nakłada się na siebie.  Pojawia się wyciszenie, pojawia się intym.  I na scenę wchodzi Natalia Sikora i wali w klawisz, bo tak zaczyna się jej kolejny utwór, artyści śpiewają na przemian, w różnych nastrojach, w różnych emocjach, na wysokim poziomie wokalnym, gdy Natalia uderza w klawisze, przychodzą kolejne emocje.




I ja siedzę w swoim teatralnym fotelu i już nie wiem gdzie siedzę, kim jestem i co czuję. Nie mam przestrzeni na analizę swoich emocji, bo teraz Januszkiewicz śpiewa i przychodzi nowe. Każdą piosenkę znam, przesłuchałam je setki razy i mimo to, wzruszam się mocno.

Kiedy kończy się koncert, odczuwam niedosyt, coś niezaspokojonego, jakieś puste miejsce.
Dla mnie to trudne.
Jest tyle emocji, jest intymnie. Dla mnie jest to trudne.



Trzeba Marcina Januszkiewicza i Natalię  Sikorę usłyszeć i zobaczyć na żywo, by poznać to zjawisko, ten fenomen , zobaczyć i usłyszeć. Marcin Januszkiewicz jest artystą wartym tego słowa, jest aktorem i wokalistą, wokalistą i aktorem, który na scenie daje siebie, nie zostawia dystansu, zdaje się, że otwiera dusze, swoje i nie swoje.
 A Natalia czaruje swoim głosem i zabiera nim w jakąś dla mnie trudną, chyba mroczną przestrzeń, jej głos wibruje.
Zasłuchuję się w niego i czuję się niepewnie.
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz