A pośród nich:
Jeremiasz znalazł się w edukacji domowej.
Większa część moich przedszkolaków poszła do szkoły.
Od października idę na kolejne studia.
Od lipca prowadzę warsztat teatralny i inne aktywności z tym związane.
I ci uchodźcy. Imigranci. Muzułmanie.
Ostatnie dni imigranci przysłonili wszystko, takie się ma się wrażenie.
I ja przez moment dałam się wciągnąć w ten wir.
Dałam się raz nabrać. Jestem naiwna czasem i łykam zamiast sprawdzić źródło.
I mi się odechciało, dziś mi się odechciało zajmować uchodźcami, bo wysysało to moją energię.
Zdanie swoje mam na tą sprawę. Ale mi się odechciało pisać na ten temat, bo ludzie reagują brzydko,
mocno, ordynarnie i chamsko. Mając swoje zdanie nie dźwigam chamstwa i złośliwości.
Zrobiła mi się w środku świadomość, że na to co się dzieje nie mam wpływu, mogę patrzeć, przyglądać się, obserwować, analizować, wyciągać wnioski. Ale zero wpływu. Bo stanie się, to co ma się stać. To nie jest moje podwórko, gdzie mam coś do powiedzenia. Więc wracam na swoje podwórko, do swoich spraw, gdzie mam siłę decydowania i możliwość współdziałania. Do miejsc i ludzi dużych i małych, którzy mnie napełniają dobrą energią.
Do moich warsztatów, gdzie możemy realizować wspólne projekty i bawić się przy tym, ładować akumulatory.
Do moich dzieci przedszkolnych i szkolnych.
Do łapania ostatnich letnich słonecznych promieni, za którymi
będę kolejne pół roku tęsknić.
Do wspólnej kawy wyrwanej z kontekstu.
Do długich rozmów z przyjaciółmi.
Jak się zbiorę i poukładam, to napiszę o edukacji domowej w moim odczuciu. Napiszę o tym jak tworzymy w Szczypiornie. Napiszę o adaptacji dziecka w placówce oświatowej oczami nauczyciela.
Dziś łapię promienie słońca.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz