niedziela, 29 listopada 2015

Co dzieje się gdy jestem sama- w roli głównej papryka

Niezwykle rzadko mi się zdarza być sama ze sobą, ze swoją przestrzenią, mieć czas na bezkresne myślenie, patrzenie, słuchanie.

Zostałam sama w domu, pies nie chce wejść do domu, czeka na klatce. A ja robię to czego zwykle nie mam siły robić, sprzątam, tak sprzątam tam, gdzie zwykle nie sprzątam, bo nie widać, bo nie mam siły, bo robię ważniejsze.











Sprzątam przestrzeń, szukam inspiracji, fotografuję, szukam światła, słucham muzyki, szukam dźwięków.

Wieczorem umówiłam się z Asią. Bez wyrzutów sumienia, że ktoś czeka, bo pies czekać umie, dzieci nie czekają cierpliwie. Dzieci pytają, co dla mnie masz? Dzieci chcą wiedzieć kiedy i czy szybko wrócisz. I Ty pędzisz, żeby szybciej być blisko.










Mężowie też nie lubią, nie lubią czekać, dzwonią i pytają gdzie jesteś, bo dziecko czeka, bo pies czeka i szczeka. I oni nie lubią czekać, lubią Cię mieć przy sobie, nawet sprzątają na Twoje przyjście, żeby szybciej.


A teraz czekał tylko pies cierpliwie. Byłyśmy z Asią na kolacji w hiszpańskiej restauracji Casa Pablo, w restauracji z hiszpańskimi dziećmi grającymi w łapki, gdzie było gwarno i swojsko. Jedzenie było warte jedzenia. Stanowczo polecam to miejsce.

Potem był Dybuk w Teatrze Żydowskim. Spektakl w kilku miejscach porywający, w kilku wstrząsający, główna bohaterka Magdalena Koleśnik zaprezentowała niezwykłą, pełną emocji grę aktorską, podobnie Piotr Stramowski aktor watr zobaczenia, charyzmatyczna gra i widoczny kunszt aktorki.










Spektakl wyreżyserowany na wysokim poziomie, brawo dla reżyser Maji Kleczewskiej. 
 Resztę pominę milczeniem, czyli grę pozostałych aktorów.  Bo Dybuka warto zobaczyć.


 W wyniku przestrzeni powstała papryka. Dojrzałam do sfotografowania natury martwej. Nigdy mnie nie pociągało fotografowanie przedmiotów. Lubię fotografować ludzi. A tu masz papryka, patrzyłam na paprykę ponad miesiąc aż zaczęła się marszczyć i musiałam coś z tym zrobić. Nie chciałam przywiązywać się do kolejnej papryki od początku. Zabroniłam mieszkańcom domu zjadać moja modelkę.









I coś zaczęło mi drgać, świtać, że może można tą paprykę oswoić. Musiałam dla niej znaleźć odpowiednie tło. Przy okazji szukania światła porządnie zmarzłam.




piątek, 27 listopada 2015

Temat wakacji

Dźwignęłam temat wakacji.
Długo zabierałam się do tych zdjęć.
I nie mogłam się zebrać.
Nie miałam przestrzeni.

Zapraszam do wakacyjnej galerii.
Zdjęcia były robione w okolicach Jeleniej Góry. 

 






































 Przede mną zdjęcia ze Szwecji.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Czapka


Coś nie tak z twoimi włosami?
Dlaczego chodzisz w czapce?
Nie zdejmujesz czapki?
Zdejmij tą czapkę!
Śpisz w czapce?!

Niektóre pytania moim bliższych i najbliższych.

Teraz ta Pani w czapce.
A co myśli czapka?

Tak zwracają się w szkole i na szkoleniach.

Mój mąż musiał zaakceptować, że w domu od listopada zamieszkała z nami czapka i spędzi z nami zimę i wczesną wiosnę.
Może nawet zaakceptował, że czasem czapka  śpi z nami.
Tak zdarza się, że zasypiam w czapce. I zdarza się, że budzę się i szukam mojej czapki.
Mam swoje ulubione czapki.

Lubię chodzić w czapce. Nie przeszkadza mi ona na mojej głowie także w środkach- w pomieszczeniach, w teatrach, kawiarniach, szkole, pracy i domu. Zdzieranie czapki z mojej głowy jest wielce niestosowne i mało kulturalne. To tak jak bym podeszła do kogoś i zdjęła mu przykładowo spodnie, tak się czuję, kiedy ktoś próbuje zedrzeć mi czapkę z głowy, czy naciągnąć na oczy.

Nie lubię chodzić w czapce, kiedy jest gorąco, dlatego nie chodzę w czapce w lecie. Kiedy robi mi się gorąco w głowę zdejmuję czapkę. Jak ktoś mnie poprosi też mogę zdjąć czapkę i pokazać co mam pod czapką. Mogę, ale nie muszę.

Na podsumowanie. Z moją głową wszystko w porządku, z moimi włosami też i
nic nie ukrywam pod czapką. Nie ma tajemnicy.

Sezon na czapkę uznaję za oficjalnie otwarty.

środa, 18 listopada 2015

Nad- tchnienie

Nie mam za dużo słów.


Tak długo nie pisałam. Czas. Skończyło się lato. Jesień przyszła i nie ma zimy.
Żeby jej nie było.

Co robię?
Chodzę z Jeremiaszem na basen, biegamy po lesie z kompasem i mapą.
Chodzimy na koncerty. Spacerujemy. Robię zdjęcia.



 Robię zdjęcia bardziej świadomie.
Przestrzeń otwiera się przede mną. Cyferki układają się w jakiś sens.



Szkoła Fotografii, której nie mogłam się oprzeć, jest tym miejscem, w którym chciałam się znaleźć. Tyle  pasji, energii, szacunku do twórczości i prawa do bycia sobą chyba nie spotkałam dotychczas w żadnej innej szkole, z pewnością nie spotkałam. Jest mi tu dobrze, tak dobrze, tylu ludzi z pasją w jednym miejscu, tylu ludzi z pasją, którą się dzielą, każde moje pytanie jest na miejscu, nad każdym moim zrobionym zdjęciem ktoś pochyla głowę.


 Zrobiłam i wystawiłam spektakl w Szczypiornie.
Szukaliśmy odpowiedzi na pytanie: kim jestem. Prowokowałam do szczerości, chciałam prawdy. A nie stawania w ułudzie niespełnionych szans i nadziei.  Podczas realizacji spektaklu nie było lekko. Miałam wrażenie, że dwie przestrzenie przecinają się i trą o siebie. Chłopaki nie chcieli stracić twarzy. A ja uparłam się, że wydobędziemy  miękkość serca. Twardziele o miękkim sercu taaa... Zrobiliśmy i wystawiliśmy spektakl.


  Spektakl się odbył. Podczas nie czułam nic, zupełnie nic, zero stresu, zero wzruszenia. Szybko uciekłam do domu. Emocje napłynęły nocą, obudziłam się, napływały falami, nie zasnęłam już do rana. Rano przyszła pustka i smutek. Przeżywam jeszcze, tęsknię za kolejnym spektaklem.
Tęsknię za wiosną.

 Dziękuję.