W drodze do pracy.
Do pracy jadę mniej niż dziesięć minut, ale żeby dojechać do pracy, muszę przejechać przez przejazd kolejowy.
Rankiem po szóstej jest to niezwykle kłopotliwe. Bo przejazd częściej jest zamknięty niż otwarty.
Zamyka się, otwiera na trzy samochody i znowu zamyka, i otwiera na trzy samochody, zamyka.
A człowieka krew zalewa.
A ja wyjeżdżam z bocznej uliczki, żeby wjechać na tą z pierwszeństwem, z przejazdem. I kiedy przejazd jest zamknięty, zawsze próbuję wbić się na główną ulicę, bo potem, kiedy przejazd otwiera się samochody zapierdzielają z obu stron a przejazd się zamyka, można pół godziny spędzić na próbach wyjazdu.
I zdarza się, bardzo często to się zdarza, że kierowcy wbijają się w poprzek, bo cały samochód im się nie mieści. I ja tak często staję w poprzek ulicy. Ale staram się nie blokować drugiego pasa, ale bywa, że moje auto, bo przecież duże lekko utrudnia przejazd (inne auta zresztą też im to się zdarza). Bardzo to światu nie przeszkadza, bo aut wtedy jest jedno, albo dwa, albo wcale i przejeżdżają pojedynczo z innej bocznej. Ciąg samochodów rusza dopiero wtedy kiedy otwiera się przejazd, ale wtedy ja też ruszam do przodu i się wyrównuje.
Ale nie zawsze.
Bo wczoraj, kiedy to ja ok 6:18 zaparkowałam samochód w poprzek w oczekiwaniu na otwarcie się przejazdu dwóch panów machało na mnie rękami, ja też machałam i robiłam miny, bo panowie marszczyli na mnie brwi.
Jeden to ten, który mijał mojego espace'a a drugi, to ten który stał przede mną.
Przejazd otworzył się. Auta ruszyły, ale nie ten przede mną. Ten przede mną stał w miejscu dobrą chwilę. Stał, bo postanowił, że mi pokaże. I, że mnie nauczy.
Co mi pokazał?
Swoją postawę wobec świata i ludzi.
Po czternastej wracałam do domu. Więc bez stresu i bez napięcia. Na luzie.
Przejazd był zamknięty, tyle, że jeden z kierowców zatrzymał się na tyle w tyle, tak, że wjechałam ja i wjechał pan za mną. Wjechał w poprzek, dojechałam do przodu, ktoś przede mną zauważył i też dojechał do przodu i ja wtedy jeszcze i pan w poprzek schował się i zmieścił.
Można być w opozycji do świata, ludzi i można z ludźmi współpracować i budować. Nawet kiedy jest źle, nawet jeśli nie mają racji, nawet jeżeli niesłusznie lądują w poprzek, można się przesunąć i zrobić im przestrzeń.
Wczoraj popołudniu pomyślałam
świat jest dobry
dopóki na świecie są dobrzy ludzie
środa, 22 czerwca 2016
wtorek, 14 czerwca 2016
Pomiędzy
A czy u mnie coś dzieje się pomiędzy?
Pomiędzy uczę się mieć całe swoje dziecko tylko na swojej głowie.
Przede wszystkim czasowo na sobie.
Jeremiasz jest ze mną cały czas. Pojedyncze godziny ze swoim tatą.
To trudne, brakuje oddechu i przestrzeni na siebie.
Pomagają mi, całe szczęście, że pomagają, bo kończę szkołę fotografii, jestem w trakcie robienia instruktora teatralnego. I właśnie zakończył mi się czas eventów letnich i pikników.
Bez ich pomocy, nie ogarnęłabym.
Pomagają bez wypominania i marudzenia. Marudzi ten, który pomaga niechętnie.
Pomiędzy auto znowu wylądowało u mechanika, pompa wysiadła i auto odjechało na lawecie.
Płakać mi się chciało, jak mój espace wjeżdżał na lawetę.
Pomiędzy nauczyłam się parkować tyłem równolegle i przestałam się bać jeździć autem.
Pomiędzy dzieje się jeszcze. Moje życie prywatne się odbywa. Taką mam potrzebę normalności i zwyczajności. Bez wzlotów i upadków. Bez stałego "a ja jestem na zakręcie", bo ja całe życie byłam na zakręcie.
Ja głupia myślałam, że taka moja karma, takie moje namaszczenie, przeznaczenie, że wchodzę z zakrętu w zakręt. Tak myślałam, że życie tak mnie prowadzi. Wyszłam za mąż, żeby wyjść z zakrętu a weszłam w kolejny, najdłuższy w moim życiu zakręt. Czułam się bezwolna, zawodowo nie, ale w moim małżeństwie owszem, czułam, że jestem bezsilna, że nic nie mogę, bo co bym nie robiła, to nic się nie zmieniało.
I zrobiłam to, wyszłam poza orbitę konwenansów, dobrego smaku. tego co wolno a czego nie wolno w moim chrześcijańskim światku. Bo w chrześcijańskim światku męża się nie zostawia, trwa się, przykrywa miłością, ukrywa się, modli się, usprawiedliwia, ale trwa się latami.
A ja wyszłam poza orbitę. Bezczelna ja. Oburzyłam jego, ich, zbulwersowałam. Jak śmiałam, oni mi zaufali. Tak mi ktoś napisał z jego najbliższych, że oni mi zaufali pomimo tego kim byłam, a ja śmiałam wylecieć w kosmos jak kometa.
Kometa, zaświeciły się gwiazdy, które dawno temu zgasły.
Zaświeciły się gwiazdy.
Pomiędzy uczę się mieć całe swoje dziecko tylko na swojej głowie.
Przede wszystkim czasowo na sobie.
Jeremiasz jest ze mną cały czas. Pojedyncze godziny ze swoim tatą.
To trudne, brakuje oddechu i przestrzeni na siebie.
Pomagają mi, całe szczęście, że pomagają, bo kończę szkołę fotografii, jestem w trakcie robienia instruktora teatralnego. I właśnie zakończył mi się czas eventów letnich i pikników.
Bez ich pomocy, nie ogarnęłabym.
Pomagają bez wypominania i marudzenia. Marudzi ten, który pomaga niechętnie.
Pomiędzy auto znowu wylądowało u mechanika, pompa wysiadła i auto odjechało na lawecie.
Płakać mi się chciało, jak mój espace wjeżdżał na lawetę.
Pomiędzy nauczyłam się parkować tyłem równolegle i przestałam się bać jeździć autem.
Pomiędzy dzieje się jeszcze. Moje życie prywatne się odbywa. Taką mam potrzebę normalności i zwyczajności. Bez wzlotów i upadków. Bez stałego "a ja jestem na zakręcie", bo ja całe życie byłam na zakręcie.
Ja głupia myślałam, że taka moja karma, takie moje namaszczenie, przeznaczenie, że wchodzę z zakrętu w zakręt. Tak myślałam, że życie tak mnie prowadzi. Wyszłam za mąż, żeby wyjść z zakrętu a weszłam w kolejny, najdłuższy w moim życiu zakręt. Czułam się bezwolna, zawodowo nie, ale w moim małżeństwie owszem, czułam, że jestem bezsilna, że nic nie mogę, bo co bym nie robiła, to nic się nie zmieniało.
I zrobiłam to, wyszłam poza orbitę konwenansów, dobrego smaku. tego co wolno a czego nie wolno w moim chrześcijańskim światku. Bo w chrześcijańskim światku męża się nie zostawia, trwa się, przykrywa miłością, ukrywa się, modli się, usprawiedliwia, ale trwa się latami.
A ja wyszłam poza orbitę. Bezczelna ja. Oburzyłam jego, ich, zbulwersowałam. Jak śmiałam, oni mi zaufali. Tak mi ktoś napisał z jego najbliższych, że oni mi zaufali pomimo tego kim byłam, a ja śmiałam wylecieć w kosmos jak kometa.
Kometa, zaświeciły się gwiazdy, które dawno temu zgasły.
Zaświeciły się gwiazdy.
poniedziałek, 6 czerwca 2016
Żal
Żal
tych lat zmęczonych
tych młodych lat
Przemilczanych
przepłakanych
Lat smutnych
Lat samotności
Żal
w beznadziei
Dziurawe cysterny
wyschnięte źródła
Odeszły marzenia
Pragnienia
Pustynia
I susza
Nie umiała płakać
Na pustyni nie ma łez
Porzucona sto lat temu
Nie było słów
Porozumienia dusz
Dziś zanosi się na deszcz
I mówię do niej
Płacz
tych lat zmęczonych
tych młodych lat
Przemilczanych
przepłakanych
Lat smutnych
Lat samotności
Żal
w beznadziei
Dziurawe cysterny
wyschnięte źródła
Odeszły marzenia
Pragnienia
Pustynia
I susza
Nie umiała płakać
Na pustyni nie ma łez
Porzucona sto lat temu
Nie było słów
Porozumienia dusz
Dziś zanosi się na deszcz
I mówię do niej
Płacz
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)