A czy u mnie coś dzieje się pomiędzy?
Pomiędzy uczę się mieć całe swoje dziecko tylko na swojej głowie.
Przede wszystkim czasowo na sobie.
Jeremiasz jest ze mną cały czas. Pojedyncze godziny ze swoim tatą.
To trudne, brakuje oddechu i przestrzeni na siebie.
Pomagają mi, całe szczęście, że pomagają, bo kończę szkołę fotografii, jestem w trakcie robienia instruktora teatralnego. I właśnie zakończył mi się czas eventów letnich i pikników.
Bez ich pomocy, nie ogarnęłabym.
Pomagają bez wypominania i marudzenia. Marudzi ten, który pomaga niechętnie.
Pomiędzy auto znowu wylądowało u mechanika, pompa wysiadła i auto odjechało na lawecie.
Płakać mi się chciało, jak mój espace wjeżdżał na lawetę.
Pomiędzy nauczyłam się parkować tyłem równolegle i przestałam się bać jeździć autem.
Pomiędzy dzieje się jeszcze. Moje życie prywatne się odbywa. Taką mam potrzebę normalności i zwyczajności. Bez wzlotów i upadków. Bez stałego "a ja jestem na zakręcie", bo ja całe życie byłam na zakręcie.
Ja głupia myślałam, że taka moja karma, takie moje namaszczenie, przeznaczenie, że wchodzę z zakrętu w zakręt. Tak myślałam, że życie tak mnie prowadzi. Wyszłam za mąż, żeby wyjść z zakrętu a weszłam w kolejny, najdłuższy w moim życiu zakręt. Czułam się bezwolna, zawodowo nie, ale w moim małżeństwie owszem, czułam, że jestem bezsilna, że nic nie mogę, bo co bym nie robiła, to nic się nie zmieniało.
I zrobiłam to, wyszłam poza orbitę konwenansów, dobrego smaku. tego co wolno a czego nie wolno w moim chrześcijańskim światku. Bo w chrześcijańskim światku męża się nie zostawia, trwa się, przykrywa miłością, ukrywa się, modli się, usprawiedliwia, ale trwa się latami.
A ja wyszłam poza orbitę. Bezczelna ja. Oburzyłam jego, ich, zbulwersowałam. Jak śmiałam, oni mi zaufali. Tak mi ktoś napisał z jego najbliższych, że oni mi zaufali pomimo tego kim byłam, a ja śmiałam wylecieć w kosmos jak kometa.
Kometa, zaświeciły się gwiazdy, które dawno temu zgasły.
Zaświeciły się gwiazdy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz