Powiedziałam o tych pozwach mojemu dobremu koledze i on powiedział
Zastanów się Sylwia, szkoda Ciebie, szkoda Twoich lat, zastanów się Sylwia.
Oburzyłam się, że potraktował moje pozwy poważnie. Nie chciałam się zastanawiać, bałam się.
Niemożliwe się zdaje zostawić ot tak kogoś, kiedy się z kimś jest tyle lat. Potrzebny jest impuls. Coś takiego, że dalej się już nie da. I potrzebna jest możliwość. Wspólne dziecko, wspólny kredyt na dom, wspólne lata, przywiązanie i mimo wszystko poczucie bezpieczeństwa powodują ową niemożliwość.
Potrzebny jest impuls i nowa przestrzeń.
Szłam ostatnio przez Starą Praską Warszawę z Kimś i było tak lekko, i było tak przyjemnie, i mogłam robić zdjęcia ile chciałam, i mogłam zaglądać w każdy kąt, i mogłam wchodzić w każdą bramę. Ktoś mnie nie poganiał, nie pośpieszał, patrzył razem ze mną, pozwalał siebie fotografować. Zjadł w wegańskiej mimo bycia mięsożercą. I tak mnie ukuło i tak mnie zabolało. Bo przecież chciałam, żeby tak właśnie było w moim małżeństwie, spokojnie, bez napięcia, żebym mogła się dzielić moim teatrem, moją fotografią i On, że mną, żeby się dzielił.
I pisałam te pozwy i napisałam ten ostatni. I zebrałam dokumentację i wysłałam do sądu. Nie szukam winnego, nie szukam winnych, wiem tylko, że nie uniosłam i nie zniosłam, wiem, że nie umiałam już nic zrobić, zawiesiłam się na kilka lat, byłam jak zamrożona. I cholernie zmęczona, zmęczona jak szlak. Czy mi żal? Tak, żal mi siebie, żal mi Jego. Żal mi nas, że od lat było nam źle, że nie umieliśmy razem być, żal mi dziecka, że przechodzi razem z nami przez ten trudny czas. Tak, żal mi nas. Ale żal i współczucie nie wystarczyły. I nie wystarczą. Zatrzasnęła się nasza wspólna przestrzeń, Nie teraz, nie kiedy zdecydowałam się odejść. Zatrzasnęła się kilka lat temu, kiedy się poddałam i przestałam walczyć, kiedy bezsilność zwyciężyła.
Wczoraj była nasza czternasta rocznica ślubu,
ostatnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz