Niesie się fala za falą,
tyle przemyśleń...
Zaczynać wszystko
z dzieckiem
domem
Samochodem,
który znowu odwiedził mechanika,
bo zepsuta stacyjka,
zepsuła rozrusznik i samochód stanął
na czerwonym świetle
I nie ruszył
Mam sentyment do tego samochodu,
sama go wybrałam,
sama zarobiłam na niego.
Komfort jazdy rekompensuje
straty pieniężne. Warto.
Coś za coś.
Jest samochód, trzeba o niego dbać,
trzeba wymieniać zepsute części,
Bo zepsute części psują inne części.
***
Ale dlaczego nie troszczyliśmy się o siebie?
Dlaczego nie robiłam już nic.
Nie wiem dlaczego On.
Wiem dlaczego ja.
Ja
Uciekłam
Było mi tak źle, że uciekłam.
Bo nic nie mogłam zrobić,
Bezsilność spowodowała, że przestałam się angażować.
I zajęłam się innymi sprawami.
Wypaliło się we mnie wszystko.
Nawet nie wiem kiedy to się stało.
Czuję, że dotknęła mnie gorzkość porażki.
Poległam zupełnie.
Nie mam przestrzeni w sobie, żeby ratować.
Nie mam motywacji, żeby próbować.
Ułożyło mi się życie. Właściwie samo, pozwoliłam na to, żeby powstała nowa relacja.
Bardzo ciężko buduje się nowy związek na zgliszczach starego, nie polecam.
Mentalnie, emocjonalnie wszystko wygasło. Formalnie nie.
I budowanie relacji na tych formalnościach jest trudne.
Ale z drugiej strony, ta relacja tak mnie zasila i tak mnie napełnia, że mam siły walczyć
o swoją godność, o to szacunek do siebie.
Mam siłę powiedzieć "nie wydzieraj się na mnie", "nie obrażaj mnie", "nie mów, tak do mnie". Wcześniej nie mówiłam nic, milczałam, zapadałam się w sobie. Czasem nawet przepraszałam.
Mam odwagę, żeby powiedzieć, że chcę być spełniona i szczęśliwa. Chcę mieć pełnię w związku.
A nie równać w dół.
Tyle dobrych słów ile słyszę teraz, nie usłyszałam nigdy przedtem. Tyle pasji w budowaniu relacji i tyle zaangażowania nie spotkałam nigdy. Wszystko albo nic. Chcę mieć wszystko. Chcę pełni. A nie tylko przykrywać swoją miłością wszystkie braki. I żyć w przeświadczeniu, że nie ma pełni, że nie ma pełnego szczęścia, że nie można mieć wszystkiego, że trzeba się docierać, że trzeba wybaczać, że trzeba kochać. Nie trzeba, można, ale nie trzeba. Trzeba być wolnym. A nie żyć w zniewoleniu niespełnionego małżeństwa. Czy związku. Nie musi tak być.
Można kochać i być kochanym. I mieć pełnię w związku. Myślałam przez całe swoje życie, że nie można. Ale można.
I własnie dlatego, nie wyobrażam sobie, żebym mogła wrócić do małżeństwa, żeby coś ratować, żeby walczyć, żeby szukać w tych zgliszczach życia, relacji. Jak miałabym to zrobić, kiedy właśnie mam to o czym zawsze marzyłam i myślałam, że nie można mieć wszystkiego. Jak ? Żeby zadowolić i zaspokoić potrzeby małżonka, który przez wiele, wiele lat miał moje potrzeby właśnie tam. I zaspokoić potrzeby Jego rodziców i rodzeństwa, i zaspokoić potrzeby pobożnych chrześcijan. Czuję to. Czuję tą presję. Nie odbieram telefonu od teściowej. Nie odebrałam ani razu. Bo nie chcę rozmawiać. I skoro nie chcę, to nie będę. Bo dużo musiałam przez te lata. I dużo robiłam wbrew sobie, bo tak trzeba było. A okazało się, że i tak było za mało. Że za mało dawałam z siebie, za mało się starałam. Zawiodłam oczekiwania. I żyłam w tej presji oczekiwań.
Ale ja mam już dosyć spełniania oczekiwań innych.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz