poniedziałek, 10 października 2016

Pożegnanie

Nauczył mnie chemii, nie rozumiałam tej chemii zupełnie a byłam w pierwszej klasie liceum. Dostałam kolejną jedynkę, chyba trzecią z kolei i wylądowałam u niego w domu, na jakiejś wersalce siedziałam obok. bardzo się wstydziłam Go, bo był starszy i mnie onieśmielał. Ale okazał tak sympatyczny, że przestałam się krępować i tak mi wytłumaczył chemię, że przestał mnie boleć brzuch przed drzwiami chemiczki. I nie dostawałam palpitacji serca na dźwięk dzwonka przed lekcją chemii. A chemii i chemiczki bali się wszyscy.

 Mieliśmy wspólnych przyjaciół. I spotykaliśmy się przy okazji i rozmawialiśmy, bo On mnie zawsze zagadnął, co słychać, Ostatni raz Go widziałam w górach, na wyjeździe firmowym, integracyjnym. Sto lat temu.

Był mądry, bardzo mądry. Informatyk. Rzadko spotyka się tak mądrych ludzi. Tak utalentowanych.
Niezwykłych.
Był dobry, ciepły i szczery. Prawdziwy. Rzadko się spotyka tak dobrych ludzi.
Takiego go pamiętam. Takiego mam Go przed oczami dziś.
Innego nie umiem sobie wyobrazić.

Dużo o nim wiem, mieszkaliśmy w tym samym miasteczku, gdzie dużo się wie o sobie.
O Jego domu, rodzinie. Małe miasteczka tak mają.

Miał czterdzieści lat, poważnie chorował.
Ciężko chorował.

Byłam na Jego pogrzebie.
Pogrzeby omijam.

Chcę pamiętać ludzi żywych, chcę mieć ludzi żywych przed oczami,
nie w trumnie. Już samo myślenie o tym powoduje u mnie dreszcze.
I robi mi się mdło.

Na ten pogrzeb pojechałam. Odszedł bliski mi człowiek.

Chorował poważnie. Nie wiedziałam.
Nikt prawie nie wiedział.

Nikt prawie.

W Kościele zobaczyłam moich dawnych przyjaciół. To mną wstrząsnęło.
Zobaczyłam ich.
Tych, z którymi kiedyś spędzałam każdy dzień.
Nie tak sobie wyobrażałam to spotkanie.
Nie widziałam ich tyle lat, a tak czułam jakbyśmy się  widzieli się wczoraj.

Zobaczyłam Żonę, dzieci. Widziałam siłą powstrzymywane łzy Żony.
Wstrząsnęły mną te łzy. Miałam w środku potrzebę przytulić.
Nie można przytulać obcej Żony, można złożyć kondolencje.

Nie udźwignęłam. Uciekłam, nie poszłam odprowadzić trumny na cmentarz.
Nie umiałam złożyć kondolencji Żonie, czułam jak boli przez wszystkie kościelne ławki.
Odjechałam.

Do widzenia Borówa.
Do zobaczenia w innym, lepszym świecie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz