poniedziałek, 30 maja 2016

Matrix



Przez wiele lat byłam w środowisku,
gdzie moja tożsamość była blokowana.



Żyłam gdzie mówiono, prawda, prawda,
prawda jest najważniejsza.

A prawdy nie było,
była obłuda, kłamstwo, niedopowiedzenia.

Można dostać rozdwojenia jaźni,
kiedy jednocześnie dochodzą
do Ciebie
dwie sprzeczne informacje.






Mówiono
jak masz żyć.

Co wolno, a czego nie.

Odgórnie.

Ale sami, tak nie żyli.

                                                                     
  Można dostać kręćka,
kiedy co innego widzisz
a co innego słyszysz.


Na początku myślałam, że
to ze mną jest coś nie tak.

Że ja źle odbieram świat,
rzeczywistość.

Potem, zrobiło się ewidentnie.
Powoli odchodziłam.

Matrix.










Nie ja jedna.

Jest nas wielu.

Wielu, tych, którzy stanęli w prawdzie
i pozwolili, żeby autorytety upadały.

Nie wiem jak radzą sobie inni,
rozpierzchli się po świecie.

Rozpierzchli się Ci, których kochałam.
Za, którymi tęsknię.

Część została.

Tęsknię za nimi.

poniedziałek, 23 maja 2016

Puls życia

Prowadziłam ostatnio warsztat teatralny.
Temat Teatr Rytmu.
Zatrzymałam się na tym temacie.

Każdy człowiek ma rytmy, życia, pracy, chodzenia, bycia.
Rytmy nas otaczają, przyroda, pory roku, pory dnia, miasto, to jak zasypiamy, jak się budzimy
jak funkcjonujemy w świecie, nasze wewnętrzne rytmy.

I dotarło do mnie, że nie żyłam w zgodzie ze sobą, ze swoim rytmem ciała, psyche, swojej psyche.
Nie słuchałam siebie. Nie umiałam słuchać.

Byłam skupiona na tym, żeby słuchać innych i pomagać innym.

Moja psyche, biedna zmęczona psyche. Wyłączyła się.
Nie dźwignęła otaczającej mnie rzeczywistości.

Przez wiele, wiele lat byłam skupiona na ludziach.
Przychodzili, mówili, ja słuchałam, godzinami słuchałam.

Pytali Co u Ciebie i zaczynali mówić o sobie.

To nie, że coś złego robili, pozwoliłam im wywalać na mnie wszystkie swoje
zawikłania. Pozwoliłam sobie na to. Schowałam się za ludzkim nieszczęściem.
Czułam się jak cyborg, na koniec czułam się jak cyborg bez środka.

Otwierałam się przed najbliższymi. Mam takie osoby przy sobie. Na szczęście.
Twarda byłam i nie dbałam o siebie.

Moje ciało zaprotestowało. Wysiadał mi żołądek, nie mogłam się wyprostować z bólu, siedziałam z gorącym termoforem na brzuchu i czekałam aż tabletka zadziała. Stomatolog podczas wizyty z moim zębem powiedziała mi, że zgrzytam zębami jak śpię i mam pościerane szkliwo. Mówiła już mi kiedyś, ale jakoś nie skupiłam się na tym wtedy. Ale teraz wrócił do mnie temat. Nie wiem czy zgrzytam jak śpię, bo nie pamiętam.
Ale pamiętam jak wielokrotnie zaciskałam z całej siły zęby, kiedy już nie miałam siły i kiedy szlak mnie trafiał i zaciskałam z całej siły zęby, żeby nie wybuchnąć złością czy płaczem. Pamiętam jak miarowo zaciskałam szczękę z całej siły.

I jak rano bolała mnie buzia, kiedy się budziłam i miałam migreny, mega migreny.
Dbałam o ciało, zdrowie fizyczne, dietę.

Od jakiego czasu coś zaczęło mi przeskakiwać w szczęce. Olałam temat. Zapomniałam. Ale ktoś mnie o to zapytał. I dotarło, że coś się przecież dzieje. Zaczęłam czytać o co chodzi.

S T R E S S

Za zaciskanie zębów odpowiada mega stres. Za migreny moje odpowiadał mega stres. Kto mi go zafundował opowiem kiedyś. Dziś to temat nie do ruszenia.

Za spanie z zaciśniętymi w pięści dłońmi odpowiadał stres. Budziłam się z fioletowymi kostkami i skostniałymi palcami. To było kiedyś.

Ale przyszedł taki czas,  że zaczęłam spać w czapce. Na koniec tuż przez przed brałam prysznic w czapce. Ale nie czułam nic.

Potem zaczęło wracać do mnie. Przeanalizowałam niechcący swoje życie. I emocje zaczęły wracać. Miałam w środku płacz, ale nie umiałam płakać. Miałam gniew.

Kiedy on po raz kolejny zaczął mi wyrzucać co zrobiłam źle, kiedy nie pojechał z dzieckiem do teatru i ja pojechałam z migreną autem. A mógł pojechać, ale nie zechciał.

Coś we mnie pękło.

Nie wszystko co złe to on. On to był ostatni puzzel w układance. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Dotarło do mnie i zaszokowało. Pisałam o tym. Nie wszystkiemu winien on. Wielokrotnie sama sobie byłam winna. Tylko tyle, że nie miałam wsparcia i zabijało mnie wieloletnie życie z kimś kogo nie było. Nie było mentalnie ze mną. Tyle.

Tylko mi ta szczęka przeskakuje teraz.


środa, 18 maja 2016

Miska olejowa

Gra w klasy

Auto wróciło do mnie na moment, na weekend.
I dziś z powrotem do mechanika.
Miska olejowa i sama nie wiem co jeszcze.

Komfort jazdy wzrósł.

Komfort życia podobnie.
Ale mi się mieli wszystko w środku.

Przerabiam w sobie życie wstecz.
A zdawało się, że już mam przerobione.

A tu skucha, nadepnęłam na linię
i muszę wrócić i rzucać jeszcze raz
wymierzam i rzucam kamykiem.

Może jak ucichnie rzeczywistość wokół mnie,
napiszę o tym co wstecz.

Dziś boję się pisać.

Zostałam wrzucona do jakiegoś szarego, brzydkiego worka,
przez tych, którzy nazywali siebie moimi przyjaciółmi.

Szczęściem, zostali blisko Ci najprawdziwsi.

Wszyscy czekamy na owoce.




czwartek, 12 maja 2016

Oddałam samochód do mechanika

Oddałam samochód do mechanika.
Okazało się, że auto jest w nienajlepszej  formie.
I moje finanse teraz są w nienajlepszej formie.

Auto nie powinno jeździć, bo to nie było bezpieczne.
Moje auto podobnie jak ja było zaniedbane.
Moje auto podobnie jak ja było w nieformie.
Cud, że jeździło.
Cud, że żyłam i w miarę normalnie funkcjonowałam
w świecie.

Najlepsze jest, że auto jest świeżo po przeglądzie.
Tyle, że chcieliśmy taniej i prościej.

Taniej i prościej nie znaczy, że lepiej.

W wielu miejscach mojego życia odpuściłam,
niedopilnowałam
nie chciałam widzieć.

Nie miałam siły widzieć.

Podobnie
Jeździłam na 13- letnich oponach

Nie wiedziałam,
nie miałam świadomości,
że te opony nie nadają się do jazdy
i nie są bezpieczne.

Hamulce

Łożyska

i coś tam jeszcze.

Nic nie działa.

A teraz koszty są ogromne.


poniedziałek, 9 maja 2016

Pod prąd

Być pod prąd a może lepiej płynąć z prądem na ludzkiej akceptacji i opinii. Na tym co powiedzą inni. I na osądzie ludzkim.

Ja jednak pod prąd. Odkąd pamiętam szłam za sercem, czy intuicja mnie prowadziła.

Moje wybory nie zawsze były słuszne. Popełniłam kilka błędów w swoim życiu.
Podjęłam decyzje, których konsekwencje musiałam ponieść.

Ale to moje decyzje i w tym się przejawia moja wolność, że mogłam i mogę je podejmować, że mogę popełniać błędy, że ktoś nie próbuje programować mojego życia.

Czy żałuję swoich decyzji? Nigdy. Żałuję tylko, że nie słucham bardziej siebie a mniej innych- ówczesnych moich autorytetów i wbrew sobie podejmowałam decyzje. A potem głupio trwałam w tych decyzjach latami blokując swoje emocje będąc w zasadach.

Żyłam przez wiele lat w iluzji. Z całej siły usprawiedliwiałam swoje małżeństwo. Czy zawsze było źle? Oczywiście, że nie zawsze, kiedyś było dobrze. Czułam się szczęśliwa i kochałam.

Z czasem związek zaczął się rozjeżdżać. I dotarło do mnie, że nie łączy mnie z moim mężem miłość i relacja. Dotarło do mnie nagle, nie działo się etapami, nie narastało, stało się właśnie nagle i spadło na mnie jak grom z jasnego nieba. Dwie sytuacje z ostatniego czasu sprawiły, że nie byłam w stanie dalej trwać w tej relacji. Zobaczyłam real i mną wstrząsnęło. Dotarło do mnie też, że ja nie muszę, nie muszę równać w dół, nie muszę być w relacji, której nie ma, nie muszę być w związku, gdzie drugi człowiek jest ze mną nieszczęśliwy, ale nie chce rozmawiać, nie chce nic zmieniać. Sytuacja patowa. Gdzie nie mogłam zrobić już nic. Gdzie winna byłam ja i wszystkiemu ja.

Od jakiegoś czasu on nie umiał mnie zaakceptować takiej jaka jestem a może nigdy nie umiał. I ja żyłam w tym braku akceptacji i wsparcia z jego strony. Właściwie to on nie lubił nic z tych rzeczy, które lubiłam i lubię ja, od dawna nie robiliśmy nic wspólnie, ja nie umiałam tak mówić, żeby rozumiał co ja do niego mówię. Ja mówiłam jedno a on rozumiał drugie. Tłumaczenie nic nie wnosiło. Napięcie było nie do zniesienia. Schowałam się kilka lat temu w sobie i przestałam mówić jak się mam i co czuję. Bo wszystko był rozumiane na opak.

Każda próba kończyła się porażką. Zdarzało mi się pisać pozwy rozwodowe. Bo brak zrozumienia z drugiej strony był nie do wytrzymania.

Potem przestałam czuć cokolwiek. Przestałam oczekiwać, trwałam obok i robiłam co musiałam. Starałam się ignorować swoje potrzeby, przestałam oczekiwać akceptacji i wsparcia. Unikałam kłótni i przepraszałam. Przepraszałam już potem dla świętego spokoju, przepraszałam, bo już nie miałam sił słuchać.

Byłam już bardzo zmęczona. Widzę to na zdjęciach. I on był zmęczony. I nieszczęśliwy.
Permanentnie nieszczęśliwy ze mną.

Bez akceptacji.

Może bym się zmieniła, może bym zrezygnowała z czegoś. Ale nie było miłości. A człowiek się zmienia w miłości. Ale nie było akceptacji a człowiek potrzebuje akceptacji do zmiany siebie i rezygnacji z siebie na rzecz drugiego człowieka. Ja tego nie czułam.

W innych miejscach realizowałam siebie.

Nie ma nic co by mnie zatrzymało, szukałam i szukam i nie potrafię nic takiego znaleźć. Nic.
Okoliczności rozstawania tylko mnie utwierdzają w decyzji. Słowa utwierdzają mnie w decyzjach.

Dylematy. Tak mam dylematy. Przykro mi. Boli, że jego boli. Boli, że odchodzę, Boli, że obiecałam, a teraz odchodzę. Ale obietnica obowiązuje dwoje. I kiedy jedno wyłączy się z życia, to nie może oczekiwać, że drugie tak będzie przy nim trwać. Szukałam wiele lat drogi.

Drogi nie znalazłam.

A dziś.
Drogi powrotu już nie ma.

poniedziałek, 2 maja 2016

Na rozstaju

Piszę bloga
i
pozwalam sobie tu
umieścić info.

Napiszę o tym oficjalnie,
zanim,
informacja zacznie być
podawana
szeptem
na talerzu brudnego
sekretu.

Rozstaję się
i odchodzę.

Sytuacja,
o której bym nie pomyślała
nie odważyłabym się
myśleć nawet.

To wbrew
ułożonym
planom.

Wbrew
myślom jakie miałam.

Coś we mnie trzasło
I pękła bańka.

Wańka Wstańka
mojego małżeństwa
Nie podniosła się już
w górę.

Po kolejnej glebie jaką zaliczyła.