Mamy oczekiwania, od męża, żony, dziecka, przyjaciół, kolegów w pracy, szefa. Postawa: daj, daj, daj.
Zastanawiasz się co inni powinni zrobić, żebyś Ty mógł być szczęśliwy.
I kiedy Ci bliżsi i dalsi nie spełniają Twoich oczekiwań robisz się sfrustrowany i... nieszczęśliwy.
Zastanów się ile robisz dla siebie a ile dla innych.
Ile robisz, żeby zdobyć czyjąś akceptację. Żeby sobie zasłużyć na miłość. A nie po to,
żeby rzeczywiście pomóc.
Przez większą część swojego życia czułam się niekochana i nieakceptowana.
Pomimo rodziców, którzy mnie kochali, pomimo przyjaciół blisko mnie.
Pomimo relacji tych, które wówczas miałam, a wiecie samotnikiem nigdy nie byłam.
W którymś momencie się zorientowałam jakie mam oczekiwania wobec innych, a miałam właśnie takie:
daj, daj, daj. I kiedy ktoś nie zaspokajał moich oczekiwań słusznych, bądź niesłusznych byłam nieszczęśliwa.
Byłam skupiona na sobie samej i zastanawiałam się dlaczego mnie nie kochają, dlaczego przyjaciele ranią, dlaczego ówczesny chłopak nie spełnia oczekiwań, każda krytyka rozwalała mnie na długie tygodnie. Byłam skupiona na sobie i swoich niezaspokojonych potrzebach. Poza własne ja nie patrzyłam, bo moje własne potrzeby były niezaspokojone i przysłaniały wszystko inne, zniekształcały rzeczywistość. A nie w sposób było ich zaspokoić.
Nigdy, nikt nie zaspokoi naszych wszystkich potrzeb, może nawet te najważniejsze będą niezaspokojone a my będziemy musieli z tym żyć i funkcjonować.
Skąd to się bierze, to niezaspokojenie? Moim zdaniem z dzieciństwa i niezaspokojonych potrzeb w dzieciństwie, niezaspokojonych z różnych powodów, bez oceniania. Bo nie o tym teraz. I ciągnie się to za nami. To poczucie niesprawiedliwości, ta potrzeba, że ktoś nas kochał i był tylko dla nas, by inni skupiali się na nas.
Warto to sobie uświadomić i spojrzeć dalej, poza czubek własnego nosa, poza nasze zranienia, poza nasze potrzeby. Warto zobaczyć problemy męża, żony, dziewczyny, chłopaka, dzieci, przyjaciół, znajomych. Spojrzeć szerzej i przestać się skupiać na tym jak inni nas ranią. Warto przestać mieć wyłącznie oczekiwania wobec innych. Warto z siebie coś dać i nie oczekiwać nic w zamian. Ot, tak po prostu.
Dlaczego warto, bo gdy zaczniemy dostrzegać problemy innych, przestaniemy skupiać się wyłącznie na sobie, przestaniemy wyłącznie brać. Dostrzeżemy, że ktoś może potrzebować naszej miłości i wsparcia.
Relacja, miłość, to nie branie a dawanie siebie. To nasze zaangażowanie w sprawę. A nie sankcyjne: daj.
Zastanawiasz się co inni powinni zrobić, żebyś Ty mógł być szczęśliwy.
I kiedy Ci bliżsi i dalsi nie spełniają Twoich oczekiwań robisz się sfrustrowany i... nieszczęśliwy.
Zastanów się ile robisz dla siebie a ile dla innych.
Ile robisz, żeby zdobyć czyjąś akceptację. Żeby sobie zasłużyć na miłość. A nie po to,
żeby rzeczywiście pomóc.
Przez większą część swojego życia czułam się niekochana i nieakceptowana.
Pomimo rodziców, którzy mnie kochali, pomimo przyjaciół blisko mnie.
Pomimo relacji tych, które wówczas miałam, a wiecie samotnikiem nigdy nie byłam.
W którymś momencie się zorientowałam jakie mam oczekiwania wobec innych, a miałam właśnie takie:
daj, daj, daj. I kiedy ktoś nie zaspokajał moich oczekiwań słusznych, bądź niesłusznych byłam nieszczęśliwa.
Byłam skupiona na sobie samej i zastanawiałam się dlaczego mnie nie kochają, dlaczego przyjaciele ranią, dlaczego ówczesny chłopak nie spełnia oczekiwań, każda krytyka rozwalała mnie na długie tygodnie. Byłam skupiona na sobie i swoich niezaspokojonych potrzebach. Poza własne ja nie patrzyłam, bo moje własne potrzeby były niezaspokojone i przysłaniały wszystko inne, zniekształcały rzeczywistość. A nie w sposób było ich zaspokoić.
Nigdy, nikt nie zaspokoi naszych wszystkich potrzeb, może nawet te najważniejsze będą niezaspokojone a my będziemy musieli z tym żyć i funkcjonować.
Skąd to się bierze, to niezaspokojenie? Moim zdaniem z dzieciństwa i niezaspokojonych potrzeb w dzieciństwie, niezaspokojonych z różnych powodów, bez oceniania. Bo nie o tym teraz. I ciągnie się to za nami. To poczucie niesprawiedliwości, ta potrzeba, że ktoś nas kochał i był tylko dla nas, by inni skupiali się na nas.
Warto to sobie uświadomić i spojrzeć dalej, poza czubek własnego nosa, poza nasze zranienia, poza nasze potrzeby. Warto zobaczyć problemy męża, żony, dziewczyny, chłopaka, dzieci, przyjaciół, znajomych. Spojrzeć szerzej i przestać się skupiać na tym jak inni nas ranią. Warto przestać mieć wyłącznie oczekiwania wobec innych. Warto z siebie coś dać i nie oczekiwać nic w zamian. Ot, tak po prostu.
Relacja, miłość, to nie branie a dawanie siebie. To nasze zaangażowanie w sprawę. A nie sankcyjne: daj.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz