środa, 15 kwietnia 2015

Moje perypetie żywieniowe

Jedzenia śmieciowego było mało w moim życiu. Dawniej z braku finansów nie jadałam na mieście, teraz z powodu świadomości. Mam też problem z estetyką, nie lubię jeść brzydkiego jedzenia, nie lubię jeść w brzydkich miejscach, nie lubię jeść jedzenia bez polotu. Dodatkowo ewidentnie nie jem nabiału, nie piję mleka (w tej grupie naprawdę wiele można zmieścić: większość ciast i ciastek, większość zup), nie jem glutenu (wszelkiego rodzaju pieczywo, makarony), nie lubię też za bardzo mięsa. I robi się problematycznie- niewiele jest miejsc, gdzie mogę coś zjeść. Kiedy zdecyduję się jednać złamać moje zasady żywieniowe- cierpię :( Boli mnie, bardzo boli mnie brzuch, mój brzuch zamienia się w balonik, na moim ciele pojawia się wysyp krost i krosteczek.
Mam uczulenie na laktozę, wiele lat leczyłam się na trądzik. To był dziwny trądzik, bo im starsza byłam tym większy miałam problem ze skórą, bo zmniejszała się moja tolerancja laktozy. Terapie antybiotykowe pomagały na moment a potem problem wracał ze zdwojoną siłą. Byłam nieszczęśliwa.
Zaczęłam szukać rozwiązania i w wieku 32 lata odkryłam, że mam nietolerancję laktozy. EUREKA.
Z glutenu zrezygnowałam (zdarza mi się zjeść chleb, ciastko, makaron), bo czułam się wiecznie napompowana i mnie to denerwowało. Dużo lżej się czuję, kiedy gluten sobie odpuszczam.
Kiedy Jeremiasz skończył sześć miesięcy zaczął chorować, obniżyła mu się odporność, miał anemię i skutkiem było obniżenie odporności. Chorował równo rok, od antybiotyku do antybiotyku- miałam dość, zmieniłam mu dietę, wywaliłam nabiał, jako że zagluca organizm, wywaliłam cukier, wywaliłam wszystkie kaszki dla dzieci i zastąpiłam to warzywami na parze, kaszami, owocami.
I Jeremiasz przestał chorować.
A my przy okazji zaczęliśmy odżywiać się bardzo zdrowo.

W moich żywieniowych perypetiach wspierają mnie: siostra Karolina, to ona mnie namówiła na dietę za pierwszym razem (o diecie za moment) i dwie przyjaciółki. Uczę się od nich dużo. Dużo rozmawiamy o jedzeniu, dzielimy się przepisami i swoimi odkryciami kulinarnymi. Trochę też wspiera mnie siostra Ania.

Ostatnio na początku roku zrobiło się ciasno w moich jeansach. To przykre uczucie, szczególnie dla kobiety. Tak mimo tych wszystkich ograniczeń w mojej diecie, zrobiło się mnie więcej lub jeansów mniej.
Przez wiele tygodni dojrzewałam do podjęcia decyzji o wejściu w dosyć restrykcyjną dietę.
Dieta owocowo- warzywna. Ładnie brzmi, tyle, że z owoców można jeść jabłka, grejpfruty a ja sobie dodatkowo pozwoliłam na pomarańcze. Warzywa możne do jedzenia: cukinia, brokuł, pomidory, szpinak, ogórek. I to byłoby na tyle. A i jeszcze rodzynki. Nie wie człowiek ile może naprodukować z tych składników, dopóki nie znajdzie się na diecie Ewy dąbrowskiej. Mija trzeci tydzień mojej diety.
Nie było tak ciężko, jakby się wydawać mogło, że będzie. To moje drugie spotkanie z tą dietą.
Pierwsze było mocniejsze. Bo musiałam zrezygnować z mojej ukochanej kawy, jadłam wtedy też jeszcze pieczywo i ciasteczka.
Tym razem było na light-cie, kawy nie piłam od trzech miesięcy, bo odkryłam, że potęguje moje migreny (piję wyłącznie okazjonalnie, a nie nałogowo jak przedtem), z ciastek i chlebka zrezygnowałam też wcześniej.
Tym razem nie opadłam z sił, nie spałam po pracy, nie zasypiałam na siedząco, nie bolała mnie głowa. Funkcjonuję zupełnie sprawnie, mimo nawału pracy, studiowania.
Co jem: jem jabłka, na żywo i zapiekane, zupy krem z dozwolonych składników, i pulpy owocowe (czytaj miksowane owoce z odrobiną wody). Zjadłam też w święta jajka i żurek od mamy i ciasta mnie skusiły- ale tylko w święta.
Nie wiem ile schudłam, bo moja wredna waga pokazuje różne miary mnie. Czasem ważę 73 kg, by za chwilę ważyć 59, a potem 63 i 68 kg. Kłamczucha waga.
Z tym, że spodnie wskazują na przyjemne luzy i ustąpił ucisk. Na pewno to nie są duże liczby spadków. Bo wizual mam ten sam.
Ale jakie odczucia- czuję się odświeżona, mam więcej energii i nie czuję się słoniem.
Przy okazji mój mąż Michał pojadł smacznych, zdrowych, beztłuszczowych zup i popił sobie koktajli owocowych, Jeremiasz zupom nie dał rady, ale zajadał się razem ze mną pieczonymi jabłkami.  Dietę zakończę jakoś tak do końca tygodnia. Powinnam coś napisać na podsumowanie, że warto, albo coś w tym stylu. Że szczęśliwa kobieta, to szczupła kobieta. Może tak, może nie. Nie wiem, ja grubsza jestem mniej szczęśliwa. Nie spędza to snu z moich powiek i nie odbiera radości życia. Z tym, że zupełnie zadowolona z siebie jestem wtedy, kiedy jestem w rozmiarze s czy m, bo już l mnie unieszczęśliwia. Ja tak mam, jestem wymagająca wobec siebie. Ja tak mam, inni mogą mieć zgoła inaczej.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz