czwartek, 10 grudnia 2015

Na mnie wrażenie zrobił Eryk Lubos- Idota w Teatrze Soho

Z przestrzenią Teatru Soho przyszło nam (mi i Asi) się zmierzyć wieczorową, zachmurzoną porą.
Niby mieszkałam kilka lat na warszawskiej pradze północ, niby blisko, ale szłyśmy trochę w ciemno i nie do końca mi Asia ufała, że wiem gdzie idę. Miałam przekonanie, że wiem. Przestrzeń Sohofactory szczególnie w nocy trudna do ogarnięcia, szłyśmy i szłyśmy, szukałyśmy i szukałyśmy i  nie zdążyłyśmy wypić kawy przed. Próbowałam wejść od drugiej strony do teatru, ale Asia nie chciała i ostatecznie weszłyśmy normalnie.
W środku szału nie było. Właściwie nic nie było.
Do Soho przyciągnął nas spektakl Idiota wg powieści Fiodora Dostojewskiego.



 Mistrzem świata okazał się Eryk Lubos, zagrał Rogożyna, postać splątaną, neurotyka, szaleńca. Lubos czy stał czy siedział, czy mówił czy milczał, był w tym mistrzowski nie mogłam się na niego napatrzeć.  Dotychczas patrzyłam na niego przez ekran, tu w Soho miałam go na wyciągnięcie ręki, dziwne uczucie.
Była jeszcze Agata Buzek, zagrała główną rolę męską, zagrała Myszkina, postać uduchowioną, delikatną i wrażliwą. Obsadzenie Agaty w tej roli jest świetnym rozwiązaniem, aktorka weszła w tą damsko- męską postać cała, zniknęła Agata był Myszkin, zupełnie nie mieszczący się w kanonach męskości  o wrażliwości zgoła kobiecej.













Moje serce podbiła postać alter ego Myszkina, w którą wcielił się Marek Kakareko. Alter ego było ucieleśnieniem przeżyć wewnętrznych Myszkina. Wyrażało emocje Myszkina przez ruch, taniec, mimikę.
W jednej z recenzji przeczytałam, że alter ero nie było potrzebne- nie mogłabym się z tym zgodzić, bo moim zdaniem alter ego zabierało nas w przestrzeń metafizyczną i wyrażało, to co było poza słowami.

Była jeszcze rozedrgana, pełna sprzeczności Nastazja, którą zagrała Magdalena Czerwińska i urocza Joanna Osyda w roli eterycznej i zabawnej Agłaji.
 Idiota ma piękną i pełną estetycznej prostoty scenografię, widzowie siedzą po dwóch stronach sceny, co robi wrażenie, że siedzi się wręcz na scenie, aktor jest na wyciągnięcie ręki. Dawało to przestrzeń aktorom do dialogowania z widzem i obarczania go swoją przestrzenią, te przestrzenie wręcz mieszają się i zachodzą na siebie. Konsekwencją były stłuczone słoiki ze sceny przez przechodzącego widza, bo stały na jego szlaku.

W pierwszej scenie ja też dostałam karteczkę z numerem 11, co mnie upoważniało i zobowiązywało do wzięcia udziału w zabawie Dostojewskiego.
Bo Nastazja porozdawała niektórym nam numerki i Panu, Pani z wylosowanym numerkiem dziesięć zadała pytanie:
"Proszę powiedzieć, co najstraszniejszego zrobił Pan, Pani w swoim życiu? No proszę powiedzieć! Na tym polega zabawa. No proszę powiedzieć. Nie chce Pan, Pani mówić, to ja opowiem..."


Patrzyłam na swój numerek 11 zastanawiałam się jakich to straszności nawyrabiałam, byłam gotowa opowiedzieć coś, skoro miałabym możliwość zrealizować się na scenie, no ale mnie nie zapytała.


W kolejnej scenie dostałam pomarańczę Myszkina od Agłaji. Zamarłam na chwilę, jak łatwo stać się częścią przedstawienia.











Kreacja, adaptacja, scenografia, muzyka, dobór aktorski na wysokim poziomie, nie mam ale. I mam ochotę na jeszcze raz z spektaklem Idiota. Nie wiem tylko czy lubię czy nie lubię być przed spektaklem w Teatrze Soho. Jego aparycja mnie ciut odstrasza. Nie było ciacha, kawy z mlekiem bez laktozy, ciepłej wody w toalecie, nie było nastroju. Nastrój przyszedł wraz ze spektaklem.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz