No uparta rzeczywiście w dążeniach bywam. Chyba, że się zablokuję, wtedy włącza mi się tryb unikania. Unikam jak mogę, nawet nie myślę, kiedy się zablokuję, wystraszę czegoś.
Kiedy jednak postanowię, że zrobię, to zrobię i zaczynam dążyć. Pisałam już tu o tym kilka razy.
Jak robiłam prawo jazdy, jak kupowaliśmy dom, jak zakładałam moją firmę eventową All-fredka.
Na egzaminy na prawo jazdy chodziłam dwa razy w tygodniu, wiedziałam, że będę zdawać aż zdam, niezależnie od "ile razy"- zdawałam więcej niż dziesięć razy. Dom kupowaliśmy z bankiem i ponad dziesięć banków nam odmówiło, zainwestowaliśmy w ten proces nasze wszystkie oszczędności. I kiedy nasz doradca zwątpiła (potem powiedziała, że straciła nadzieję i wiarę, że to się może udać, bo dla banku byliśmy niewiarygodni) bank udzielił nam kredytu i mamy swój kawałek podłogi. Rzecz dla mnie niewyobrażalna. I All-fredka, bywało, że z kolumnami jeździliśmy autobusem, na imprezę autobusem, z całym ciężkim sprzętem, szliśmy potem przez pył w upale z tymi kolumnami. W ciąży prowadziłam imprezy, brakowało mi oddechu, prowadziłam zajęcia taneczne po kilka godzin dziennie, zakładałyśmy przedszkole, robiliśmy remont tegoż przedszkola. To tylko część przykładów, tego, że jeśli się uprę, to będę parła do przodu.
Z drugiej strony w relacjach z ludźmi łatwo mnie zranić, dotknąć kiedy już się otworzę, zaufam, pokocham, potem długo boli i długo liżę rany, przeżywam i przeżywam. Całe szczęście, długo trwa mój proces oswajania się z drugim człowiekiem. Można powiedzieć latami, zanim zaufam i otworzę całe swoje serce. Częściej słucham niż mówię o sobie. Nie mówię, kiedy ktoś nie chce słuchać, nie mam potrzeby. Długo trzymam dystans. I długo się przyzwyczajam do drugiego człowieka.
Nie noszę urazy i naiwnie zawsze wybaczam, pierwsza wyciągam rękę na zgodę. Ale jak zaboli, to zaboli.
Skąd czerpię siły- moi najbliżsi, rodzice, rodzeństwo, Michał i Jeremiasz są moją siłą, i dwoje czy troje przyjaciół, na najbliższych zawsze mogę liczyć, nawet jeśli nie we wszystkim się zgadzamy, nie jesteśmy idealni. Kiedy przychodzą trudne czasy mogę oprzeć się na rodzinie. Mama i tata nigdy mnie nie zawiedli. Pomagali i wspierali w tych najgorszych chwilach życia. Położyli siebie za mnie. Nie jesteśmy idealni i długo się docieraliśmy, nie byłam łatwym dzieckiem i nie jestem prosta jako dorosła. Jestem dzieckiem moich rodziców, więc i oni nie są "najprości" w obsłudze. Nasza relacja pogłębia się i nabiera szlifu i szlachetności.
Prawie codziennie rozmawiam z moją mamą przez telefon, czy jest w Polsce czy nie, prawie codziennie rozmawiam z moim tatą, codziennie rozmawiam z moją siostrą Anią, mimo, że każdego dnia spędzamy wiele godzin w jednym miejscu, w przedszkolu. To po pracy dzwonimy do siebie i rozmawiamy. Czemu dziwi się mój mąż, że dorosła kobieta codziennie dzwoni do swojej matki i siostry, z którą spędza długie godziny w pracy.
Kupiliśmy mieszkanie trzypokojowe, ale równie dobrze moglibyśmy kupić kawalerkę, bo przebywamy ja, Michał i Jeremiasz w jednym salonie. I ten salon nam wystarcza. Nie mamy potrzeby być bez siebie. Salon jest pokojem przejściowym pomiędzy kuchnią a pokojem Jeremiasza. I to jest piękne. Będąc w kuchni mam kontakt z salonem, będąc w salonie mam kontakt z Jeremiasza pokojem. Jeremiasz zabiera zabawki ze swojego pokoju i przynosi do salonu.
Jesteśmy bardzo blisko siebie z jednej strony, ale z drugiej każde z nas ma własną przestrzeń i prawo do tej przestrzeni. Nie siedzimy na sobie. Nie kontrolujemy siebie. Jeremiasz może robić ze swoimi rzeczami co chce i jak chce, może mieszać plastelinę, farby, klocki w pudełkach, przynosić badyle i kamienie do domu. I się tym bawić, może bawić się w swojej szafie z ubraniami i siedzieć w niej w środku.
Michał gromadzi swoje kabelki, kawałki czegoś metalowego i trzyma to też w salonie, ładne to nie jest, te wystające kabelki zewsząd. I ja mam kartki, karteluszki, teczki, teczuszki, książki i leżą na kanapie, pod kanapą i ubrania.
W naszym domu nie ma porządku, staram się, żeby było chociaż było czysto. Duży porządek kojarzy mi się z terrorem. I ograniczeniem wolności. I często nie mam siły na sprzątanie.
Więc generalne porządki robimy raz na jakiś czas i wywalamy niepotrzebne rzeczy.
I dziś, tym wpisem zrobiłam takie , wyjaśniłam sobie pewne sprawy i poukładałam,
generalne porządki w mojej duszy. Napisałam co jest ważne i cenne dla mnie i we mnie. Przed nami świąteczny czas, warto odgarnąć pajęczyny i posprzątać. Wybaczyć, porozmawiać i przejść ponad.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz