Nakładanie widełek- to można a tego nie można w teatrze jest cenzurą.
Sztywne normy powodują zniewolenie sztuki.
W teatrze język, ciało mają swoje zadanie, są nośnikiem, niosą informację.
Ja, Ty, my decydujemy czy chcemy wziąć udział w widowisku, widz jest częścią spektaklu. Podczas zawiązuje się między widzem a aktorem swoiste porozumienie, czy nawet relacja na czas spektaklu, bo po z powrotem wślizgujemy się w swoje życia. To są właśnie kreacja i iluzja. Ale cząstka iluzji zostaje w nas. Bywam po obu stronach lustra.
Nie byłoby teatru bez aktora, nie byłoby teatru bez widza.
Każdy jest niezbędnością w odbywaniu się spektaklu. Przedstawienie powstaje dla widza.
Kim jest ten, który próbuje zamknąć teatr w ramy ułożonej powinności i eleganckości? Bo teatr elegancki nie jest. Jest pot, pryska ślina, są łzy i czasem zdarte kolano aktorki. Są emocje niekoniecznie eleganckie. Kim jest ten, który próbuje zaramować teatr?
To cenzor, którego razi ta nieelegancka forma, rażą nieeleganckie słowa, być może dotyka to jego eleganckiej dulszczyzny.
I cenzor zaczyna wypowiadać się w imieniu ludu, a lud w swym braku świadomości razem z nim głośno krzyczy, bo się krzykiem karmi i daleko mu do prawdziwej formy i przemyśleń.
Nie daj Boże kiedy cenzor piastuje jakieś stanowisko, siedzi na jakimś stołku, bo na mocy swego stołka może zablokować działania teatru.
Kolejnym niebezpieczeństwem może być dyrektor filantrop, który w teatrze zamiast sztuki chce kręcić, tudzież ukręcić interes. A robienie interesów nie idzie w parze z robieniem sztuki. I kurczy się teatr a rosną interesy. Szuka nie lubi komercji i konsumpcjonizmu, albo być albo mieć.
Bardzo bym sobie życzyła, byśmy nie dali się ogłupić i omamić, Sztuka niesie za sobą przekaz i używa do tego słowa i ciała. Słowo i ciało to środek do celu. Nie gorszmy się słowem i ciałem. Bo za tym idzie informacja dla widza od aktora. Mocny przekaz potrzebuje mocnych środków , inaczej traci formę, przestaje być czytelny, jest płaski i nie ma wyrazu.
Do teatru się nie idzie pić wódki czy karmić brzucha, w teatrze karmi się duszę.
Nie ma wyrazu, nie ma przekazu.
To po co to wszystko?
Po co teatr?
Idź na frytki do "McDonaldu"
Są dwa teatry wyjątkowo bliskie mojemu sercu. Pierwszy tu w Warszawie Teatr Studio, gdzie dyrektor filantrop zablokował dyrektor artystyczną w jej działaniach, nie dopuścił do zrealizowania spektaklu, który był spektaklem festiwalowym. Ale się nie odbył. Precedens na skalę światową.
Dyrektor filantrop, który próbuje zamienić teatr w kurę znoszącą złote jajka, chce napełnić brzuchy.
Drugi teatr, to Teatr Stary w Krakowie, gdzie populistyczny dziennikarz próbuje blokować działania dyrektora i reżysera teatru, krzyczy tak głośno, że teatr dostaje cenzora.
Do czego to prowadzi?
Do tego, że cenzura i komercja stają w przed-rzędach i blokują sztukę pisaną wielką literą
SZTUKA
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz