środa, 20 stycznia 2016

Żelazna konsekwencja w rodzicielstwie

Konsekwencja jest przereklamowana, przeczytałam takie zdanie ostatnio. I muszę się z nim zgodzić. Żelazna konsekwencja powoduje naszą i innych frustrację. Żelazna konsekwencja to brak współczucia i miłosierdzia wobec innych i siebie. Żelazna konsekwencja wychowuje cyborgi pozbawione emocji. Te cyborgi były kiedyś istotami ludzkimi i miały uczucia, ale ktoś im te uczucia i emocje zablokował właśnie ta piękną konsekwencją za wszelką cenę.
"Nie kupię Ci powiedziałam" i nie kupujesz, czy świat się wali czy nie trwasz przy swoim, żeby nauczyć swoje dziecko konsekwencji. Ono płacze, krzyczy, może się nawet tarza po podłodze sklepowej, ale Ty jesteś twarda, twardy i uczysz dziecko, że jak powiedziałaś, powiedziałeś tak zrobisz. Jesteś nieubłagana, nieubłagany.Czasem jeszcze straszysz "zobaczysz, co będzie jak wyjdziemy z tego sklepu", "zobaczysz w domu", dziecko może się da przestraszyć a może się nie da i będzie się darło jeszcze w drodze do domu.

Zastanawiałaś, zastanawiałeś się kiedyś czego właściwie Ty uczysz swoje dziecko?
Nie mówiąc już o tym czy wobec siebie też stosujesz to żelazną, nieubłaganą konsekwencję?
Znam takich co stosują. Ale większość z nas jednak nie, postanawiamy "schudnę", "będę biegać", "będę zdrowo się odżywiać", "będę się uczyć angielskiego", " nie będę krzyczeć na męża", "nie będę krzyczeć na dzieci" i na tych postanowieniach się kończy, to tak jak mamy postanowienia noworoczne, co roku mamy te same niezrealizowane postanowienia. Tak, wiem, są tacy, którzy potrafią zrealizować takie postanowienia, którzy trzymają siebie w żelaznym uścisku, tyle, że oni prędzej czy później puszczają sprężynę i sprężyna rozwala całą rzeczywistość dookoła, ich samych, ich najbliższych, ich życie prywatne i zawodowe. Puszczona sprężyna jest nie do zatrzymania. Siła zniszczenia jest wielka. Trzeba umieć to wypośrodkować.

To co zastanawiałaś się, zastanawiałeś? Ja się zastanawiałam, bo też miałam pomysł, żeby być konsekwentna. Na samym początku, kiedy próbowałam nauczyć Jeremiasza spać samodzielnie w łóżeczku, po przeczytaniu głupiej książki. A on tak płakał, wytrzymałam 3 minuty i doznałam olśnienia. Doszło do mnie co czuje moje dziecko, kiedy tak przeraźliwie płacze i serce mi pękło.
Siedziałam z nim na dywanie i teraz ja płakałam, bo poczułam co czuło moje dziecko, kiedy pozwoliłam mu tak płakać przeraźliwie. Czuł się samotny, bo przed chwilą był w moim środku, czuł się opuszczony, wołał a ja nie przychodziłam, krzyczał, że mnie potrzebuje a ja go ignorowałam.

I wtedy pożegnałam żelazną konsekwencje. Pozwalam się przekonać mojemu dziecku, że oglądanie bajki to dobry pomysł, że kupienie czekolady jest niezbędne, że musimy zajechać po drodze do restauracji i kupić sushi, bo on ma straszną ochotę. Nie wiem czy w związku z tym, ale mój syn też daje się przekonać do różnych rzeczy, na które nie ma ochoty, do zrobienia ćwiczenia w przedszkolu, do szukania literek, do gry memory zamiast bajki itd. Dialogujemy, przekonujemy się wzajemnie, nie walczymy ze sobą, kiedy się on uprze nie walczę na śmierć i życie, odpuszczam. 

Chcemy, żeby nasze dzieci wyrosły na asertywnych dorosłych, a kiedy są dziećmi uczymy je uległości, podporządkowania się, nie okazywania złości, nie okazywania gniewu, nie płakania, nie krzyczenia, nie tupania nogą. To się kupy nie trzyma, jeżeli chcemy, żeby nasze dziecko miało własne zdanie, pozwólmy mu je mieć i wyrazić, jeżeli chcemy, żeby nasze dziecko było asertywne, pozwólmy mu przekonać siebie do zmiany decyzji, jeżeli chcemy, żeby nasze dziecko było wrażliwe na innych, okażmy mu tą wrażliwość, jeżeli chcemy, żeby nasze dziecko umiało mówić o swoich emocjach, pomóżmy mu je zrozumieć i pozwólmy okazywać tak jak potrafi, ono się tego uczy.

Jest jeszcze taki haczyk, zanim będziemy mogli skierować swoje oczy na dziecko, musimy przyjrzeć się sobie. Czy umiemy okazywać emocje i wyrażać je, czy umiemy rozumieć siebie i akceptować siebie, czy umiemy stawiać sobie cele, dążyć do nich i je realizować. Zacznijmy od siebie, to samoistnie potoczy się w stronę partnera, dziecka, przyjaciół. Spadnie z naszych ramion bagaż niespełnionych oczekiwań. I nie będziemy tym bagażem obciążać naszego dziecka.
Kiedy to osiągniemy, pójdziemy w tą stronę, przychodzi czas na ustalanie i przestrzeganie granic, swoich i innych. I obrona tych granic u siebie i u swojego dziecka, bo ono jeszcze samo nie umie brobić swoich granic.
O granicach napiszę w następnym poście. Na dziś wystarczy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz