wtorek, 17 lutego 2015

Florencja do której chcę wracać



Florencja, piszę o niej i tęsknię. To jak moja mekka, miejsce do którego wracam myślami, wracam do niej w snach.
Jest czasem tak blisko, że mam ją na czubkach palców.


                                                                     Zafascynowało mnie w niej światło, mnogość kolorów, niezwykła architektura i moja anonimowość.











 Miałam to szczęście, że znając język mogłam się poruszać po Florencji zupełnie bezkarnie i bez celu. Zaglądając w każdą uliczkę, bez ograniczeń. Jeremiasz w tych chwilach zdaje się, że też był zadowolony. Godzinami snuliśmy się uliczkami Florencji, pokonując kocie łby malutkimi kułeczkami wózka, byłam wdzięczna sama sobie za ten wózek, że zabrałam go ze sobą. Kiedyś podeszła do mnie kobieta ze śpiącym, upoconym chłopcem na rękach (dziecko na oko miało tyle co Jeremiasz lat, ze cztery) i zapytała gdzie kupiłam ten wózek. Nie mogłam jej uratować, wózek przyjechał ze mną z Polski. 

Do Florencji poleciałam z Jeremiaszem sama. I wózek. Troszkę się obawiałam jak sobie poradzimy. Na miejscu była moja mama, ale z bagażem i wózkiem musieliśmy dolecieć do Pizy a potem dojechać autokarem do Florencji, a potem już we Florencji komunikacją miejską musieliśmy dotrzeć do mamy. Nie byłam pewna czy pamiętam. Ale pamiętałam. Gdy wylądowaliśmy w Pizie, przywitało nas obezwładniające odrobinę słońce. Warszawa tego dnia była zimna i pochmurna, gdy z niej wylatywaliśmy. We Florencji byliśmy prawie dwa tygodnie. 
W mojej głowie kiełkują plany jak wkrótce znowu znaleźć się we Florencji. Tęsknię za nią. 













Brak komentarzy:

Prześlij komentarz