Florencja, piszę o niej i tęsknię. To jak moja mekka, miejsce do którego wracam myślami, wracam do niej w snach.
Jest czasem tak blisko, że mam ją na czubkach palców.
Do Florencji poleciałam z Jeremiaszem sama. I wózek. Troszkę się obawiałam jak sobie poradzimy. Na miejscu była moja mama, ale z bagażem i wózkiem musieliśmy dolecieć do Pizy a potem dojechać autokarem do Florencji, a potem już we Florencji komunikacją miejską musieliśmy dotrzeć do mamy. Nie byłam pewna czy pamiętam. Ale pamiętałam. Gdy wylądowaliśmy w Pizie, przywitało nas obezwładniające odrobinę słońce. Warszawa tego dnia była zimna i pochmurna, gdy z niej wylatywaliśmy. We Florencji byliśmy prawie dwa tygodnie.
W mojej głowie kiełkują plany jak wkrótce znowu znaleźć się we Florencji. Tęsknię za nią.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz