W tamtym momencie nie do końca miałam świadomość do jakiego programu nas zgłosiłam i jaki będzie charakter programu. Byłam ciekawa jak Jeremiasz będzie reagował na kamery, światło i obcych w naszym domu. Ciekawa czy da radę, czy nie spanikuje. Dał radę, był sobą, lekko się wygłupiał. Współpracował jak zwykle, dzień właściwie też wyglądał jak zwykle, zjedliśmy śniadanie, poszliśmy do przedszkola, na plac zabaw, bawiliśmy się w ogródku. Jak zwykle, albo prawie jak zwykle, bo Jeremiasz był mocniej przyklejony do mnie i prawie jak zwykle bo mniej samodzielny. Ja się nie upierałam, żeby było tak jak zawsze, bo nie było.
W naszym domu było należycie, Jeremiasz stanął na wysokości zadania i nie wyciął żadnego numeru, bo generalnie tego nie robi, zdarza mu się, ale nie robi codziennie scen i histerii.
Potem obserwowałam inne mamy i inne dzieci, było ciężko, bo trzeba było dawać noty, oceniać i jednocześnie zaczęłyśmy się zaprzyjaźniać, pić kawę i gadać. To było trudne, najtrudniejsze, bo to było autentyczne, szczere.
Na koniec spotkałyśmy się w Karpaczu. Było dobrze, lekkie napięcie, ale dobrze, nasze dzieci razem się bawiły i szalały. A oceny już były. My ich nie znałyśmy, ale nie musiałam się stresować.
Nikt nie spodziewał się wyniku głosowania. Ja byłam autentycznie zdziwiona.
Jak oceniam udział w programie?
Jestem zadowolona, spełniło się jedno z moich pragnień, przez chwile kamery były skierowane na mnie. Zobaczyłam jakie moje dziecko jest urocze na wizji. Poznałam fajne dziewczyny. I zobaczyłam jak funkcjonuje świat mediów.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz