poniedziałek, 16 lutego 2015

„Skarżypyta bez kopyta, język lata jak łopata”- czy skarżenie jest złe?

Bez ustanku w przedszkolu, w szkole, na podwórku, w domu przychodzą dzieci do nauczyciela, opiekuna, rodzica i mówią o tym co robią inne dzieci, najczęściej chodzi o łamanie zasad, jakiś rodzaj przemocy zastosowany przez dziecko na drugim dziecku.

W praktyce wygląda, to tak:

  • Ciociu, a on wziął klocki,
  • Ciociu a ona powiedziała...,
  • Proszę pani a on brzydko mówi,
  • Mamo, on mnie uderzył, itd.

I co słyszą w odpowiedzi dzieci?
Słyszą:

  • Nie skarż,
  • Nie bądź skarżypytą.

Dlaczego nauczyciel, albo rodzic tak reagują?
Dlaczego dajemy dzieciom informację, że to brzydko „donosić”?
Dlaczego blokujemy dziecko na mówienie prawdy, dlaczego zabraniamy im przychodzić do nas po pomoc?
Z kilku powodów:

  • Jest to wygodne, ciężko nauczycielowi słuchać cały dzień skarg dzieci,
  • Donosicielstwo jest piętnowane społecznie,
  • Chcemy, bo dziecko było samodzielne i samo załatwiało swoje sprawy.

Nauczyciel w grupie, w klasie ma najczęściej ponad 20- cioro dzieci.
Możemy sobie wyobrazić ile razy w ciągu dnia słyszy:

  • A on powiedział,
  • A ona zrobiła.

I jak błahe, i nieistotne mogą być nauczyciela zdaniem problemy dziecka. Czasem problemy nie są błahe, ale nauczyciel nie ma czasu ich rozwiązywać, bo musi realizować program, lub ma w klasie dzieci tak absorbujące, że na pozostałe nie wystarcza mu najzwyczajniej w świecie pojemności psychicznej. Zdaża się, że nauczyciel nie chce się mieszać w konflikty swoich uczniów, nie chce ich rozwiązywać, bo np. nie potrafi. Praca z dziećmi, codzienna, wielogodzinna praca z dziećmi, bywa wyczerpująca.

Donosicielstwo w naszym kraju jest napiętnowane społecznie.
Donosiciel- jak to brzmi. Nie donosi się, że sąsiad bije żonę czy dzieci, nie donosi się, że ktoś bezprawnie wycina drzewa w lesie, nie donosi się, że znajomy jeździ pod wpływem alkoholu autem. Taka nasza cecha narodowa, kryjemy swoje problemy, kryjemy problemy znajomych i uczymy ukrywać problemy dzieci.

Bardzo się staramy wychować dzieci na samodzielne istoty,
które w życiu dorosłym poradzą sobie, które samodzielnie będą rozwiązywać własne problemy, które będą potrafiły podejmować właściwe decyzje, które się obronią, znajdą dobrą pracę, będą zaradne, odpowiedzialne, założą rodzinę, urodzą dzieci, wybudują dom, zasadzą drzewo itd., itd., itd.

I w ramach tego co powyżej uczymy dziecko samodzielności:

  • Radź sobie sam,
  •  To twoje problemy, rozwiązuj je samodzielnie,
  •  Ucz się życia,
  • Nie bądź ciapa,
  • Nie jesteś przecież beksa, itd.

A czy zastanawialiśmy się jak to wygląda z perspektywy dziecka?
Wygląda to tak, że dziecko przychodzi do dorosłego po pomoc i nie otrzymuje jej, natomiast otrzymuje inne informacje:

  • Dziecko otrzymuje informację, że samo musi sobie poradzić z problemem, który je przerasta,
  • Dziecko otrzymuje informację, że nie może szukać wsparcia u rodzica, nauczyciela,
  • Dziecko otrzymuje informację, że zwycięża silniejszy,
  • Dziecko otrzymuje informację, że dorosłemu nie zależy na sprawiedliwości ,
  • Dziecko otrzymuje informację, że szukanie sprawiedliwości jest niewłaściwe ,
  • Dziecko otrzymuje informację, że nie warto ufać dorosłym, bo kiedy przychodzi po pomoc, to jej nie dostaje.
Dziecko zupełnie niegotowe, bez zaplecza, z nieukształtowaną psychiką, bez dorosłego przewodnika uczy się rozwiązywać problemy, uczy się, że świat jest zły, uczy się ukrywać, uczy się żyć w poczuciu bezsilności. My sami, nauczyciele, rodzice przyczyniamy się do tego, że dzieci stają w pozycji agresora czy znajdują się w pozycji ofiary, gdy nie potrafią się same obronić. A sytuacja powtarza się wielokrotnie. I postawy utrwalają się. A potem, w przyszłości zastanawiamy się dlaczego dzieci z DUŻYMI PROBLEMAMI nie przychodzą do rodziców, nauczyciela po pomoc, zastanawiamy się dlaczego same załatwiają problemy w najgorszy z możliwych sposobów, dlaczego nastolatki nic nie mówią, nie dzielą się, dlaczego rodzice, nauczyciele nie mają relacji z dziećmi.

To tylko jeden aspekt, bo na zbudowanie relacji potrzebna jest jeszcze między innymi bezwzględna akceptacja czy brak strachu w relacji itd. Ale ten aspekt jest niezwykle ważny i zanim powiemy: ”nie skarż, to brzydko”- wysłuchajmy dziecka i pomóżmy mu rozwiązać problem, bo skoro przyszedł, to oznacza, że potrzebuje naszej pomocy. Spróbujmy pomóc znaleźć rozwiązanie, w miarę możliwości pomóżmy dziecku samodzielnie dojść do rozwiązania. Pomogą mu słowa typu:

  • Jak myślisz, co możemy z tym zrobić?
  • Co Twoim zdaniem będzie dobrym rozwiązaniem?
  • Czy mówiłeś mu, że to Ci się nie podoba?
  • Czy mówiłaś, że to brzydkie słowa i nie chcesz ich słuchać?
Najczęściej wystarczy delikatnie nakierować dziecko w kierunku rozwiązania, lekko pchnąć do przodu. Pomóc przeanalizować sytuację, w grupie przedszkolnej, szkolnej usiąść z dziećmi i porozmawiać o rozwiązaniu konfliktów. Nie pozwalać na nawarstwianie się konfliktu między dziećmi.
Rodzic, nauczyciel powinien reagować szybko na przemoc i nadużycia dziecka wobec dziecka, ponieważ niewłaściwe zachowania lubią się utrwalać kiedy odnoszą oczekiwany rezultat np.:
  • Wyrywam zabawkę i zabawką bawię się ja,
  • Popycham i jestem zwycięzcą,
  • Kłamię i udaje mi się osiągnąć to co chcę,
  • Można unikać odpowiedzialności za swoje niewłaściwe postępowanie, itd.
My dorośli jesteśmy przewodnikami dla dzieci. Dzieci patrząc na nas i nasze postępowanie uczą się funkcjonować w społeczeństwie. My jesteśmy pierwowzorem. Zachowań prospołecznych dzieci uczą się przy wsparciu dorosłych. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz