poniedziałek, 23 lutego 2015

Teatralnie w moim życiu

Teatr był obecny w moim życiu od samego początku. Jako kilkulatka chodziłam na warsztaty teatralne do Domu Kultury w moim malutkim mieście Poniatowa. Przez wiele lat chodziłam. Mam w pamięci spotkania, wspólne zabawy, wyjazdy ze spektaklami. Pamiętam jaki happening urządziliśmy naszej instruktorce Dorocie. Powiedzieliśmy, że Zbyszek wyleciał przez okno z pierwszego piętra, a Zbyszek stał schowany za grubą, pluszową zasłonką i cichutko chichotał. Dorota najpierw poczerwieniała, potem pobladła gdy słuchała jak jedno przez drugie opowiadaliśmy co się wydarzyło, już chciała biec na dół ratować Zbyszka, gdy ją uświadomiliśmy, że zrobiliśmy dla niej swoisty happening...

Potem były kolejne kółka teatralne. A w życiu dorosłym zdarzało mi się wielokrotnie prowadzić grupy teatralne. Gdzieś na początku moja instruktorka zaraziła mnie pasją i tak mi zostało do dzisiaj.


Los się do mnie uśmiechnął i podarował mi przyjaciół artystów, z którymi mogę dzielić moje pasje i napawać się.  Mam przyjaciół z którymi wespół mogę się zachwycać spektaklami, najwięcej teatrem zachwycam się z Asią, tak bardzo mi bliską duszą.








Moim ulubionym i najbardziej poznanym teatrem jest teatr Studio w Warszawie. W teatrze Studio jest mi dobrze i akurat tak jak powinno być, to tak jakbyś zakładał but i but byłby idealny, idealny do chodzenia na piesze wycieczki, czy w góry.




  Spektakle przejmują mnie do głębi, chodzę z nimi potem i trawię dniami i tygodniami. Mogę na każdy chodzić wielokrotnie, ba- wręcz tęsknię za nimi.
 Każda moja obecność w teatrze jest jak wyrwana  z czasoprzestrzeni, bo ja tego czasu nie mam zupełnie. I wyrywam sobie tą przestrzeń po kawałeczku i biegnę do teatru na ucztę dla mojej duszy.








I tak się pięknie złożyło, że mój Jeremiasz też polubił mój ulubiony teatr.

 Zdjęcia z wieczorynki czytanej i inscenizowanej przez aktorów z teatru Studio.
Na zdjęciach mój ulubiony Wojtek Żołądkowicz .









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz