środa, 6 stycznia 2016

Tragedia polskiej rodziny w Hiszpanii

Nie ja pierwsza o tym piszę i nie ja ostatnia zapewne. Temat pojawił się na polskich i hiszpańskich stronach. Czuję więc, że mogę napisać swoje przemyślenia. I mogę nawet wyciągnąć jakieś- niekoniecznie prawidłowe, czy prawdziwe wnioski. Bo moje własne.

Mam w sobie potrzebę napisać o tym wydarzeniu, o tej historii gdzie happy endu nie będzie.
Od tygodnia śledzę informacje, które pojawiają się na internecie.
I próbuję zrozumieć co się wydarzyło. Zaczęło się od tego, że na swoim profilu udostępniłam informację o poszukiwanej polskiej rodzinie, która miała zaginąć w Hiszpanii. Myślałam sobie, że pojechali na wycieczkę i zaginęli.

Na początku nie było wiadomo nic poza tym co napisały portale hiszpańskie.  A portale hiszpańskie podały porażającą informację.
Polska rodzina będąca na kilkumiesięcznych wakacjach w hiszpańskiej nadmorskiej, wypoczynkowej miejscowości Torrevieja nie żyje i jest podejrzenie, że jest to samobójstwo rozszerzone, mężczyzna najpierw udusił swoją żonę i dziewięciomiesięczną córkę a potem powiesił się.

Najbliżsi nie mogli i nie mogą uwierzyć, żeby to było możliwe. Bo on kochał ją mocno i równie mocno kochał córeczkę. Był dobrym mężem, był dobrym przyjacielem. Był społecznikiem, który współorganizował chrześcijańskie i nie tylko aktywności. Był osobą charyzmatyczną, pełną zaraźliwej energii i przyciągającą do siebie ludzi młodych.

On i jego żona byli ludźmi wierzącymi mocno w Boga i mówili o tym otwarcie.

Gdzie szukać wytłumaczenia i co się rzeczywiście wydarzyło w ich domu?

Czy Łukasz zamordował swoje ukochane żonę i córeczkę?

Niestety jest to możliwe. Bo najpierw w komentarzach pod artykułami a potem oficjalnie w artykule została potwierdzona informacja, że 1999 roku osiemnastoletni Łukasz próbował zabić swoją mamę i siostrę. Potem był proces a potem leczenie w szpitalu psychiatrycznym.

Mam w głowie wiele trudnych pytań.

Czy Łukasz leczył się psychiatrycznie? Bo gdyby się leczył, to czy by mógł być osobą decyzyjną w swoim Kościele? Czy mógłby prowadzić warsztaty dla młodzieży? Czy może strach przed utratą tego co ma spowodował, że Łukasz nie szukał pomocy u psychiatry? Czy przejawiał oznaki, tego, że dzieje się coś złego? Czy wyjazd na pół roku do Hiszpanii był próbą poradzenia sobie ze swoimi demonami? Czy jego żona widziała, że dzieje się coś niepokojącego z jej mężem? I dlatego pisała na facebooku, tydzień przed swoją śmiercią, że jej mąż świetnie sobie radzi w opiece na ich córeczką i wspaniałym kochającym tatą i mężem.
Czy jego wiara była fanatyczna i zamiast pomagać doprowadziła do tragedii? Bo gdyby nie wierzył, to może poszedłby szukać pomocy dalej, zamiast opierać się tylko na wierze?

Mną ta historia wstrząsnęła, nie mogłam sobie z nią poradzić i bardzo chciałam zrozumieć co się wydarzyło.
Jego najbliżsi czekają na ostateczne potwierdzenie tego co się stało naprawdę. Uwalniające dla wszystkich byłoby, gdyby się okazało, że ktoś inny popełnił tą zbrodnię, ktoś inny pobił i udusił żonę i córeczkę Łukasza, ktoś inny zawinął je w koce i ktoś inny położył je na łóżku w sypialni, w której drzwiach powiesił się Łukasz z rozpaczy.

Nie znałam Łukasza, nie znałam jego żony Ani, ale mieliśmy wspólnych znajomych, ale poruszaliśmy się w tym samym chrześcijańskim środowisku. Nie potrafię myśleć o nim źle. Strasznie mi przykro, strasznie mi żal tego malutkiego życia jego córeczki, które dopiero się rozpoczęło a już się zakończyło. Strasznie mi żal tej młodej, pięknej, uroczej i pogodnej dziewczyny, która się odważyła wyjść za mąż za chłopaka z taką przeszłością, że dała mu szansę. I strasznie mi żal, że Łukasz nie poradził sobie, że nie przewidział co się dzieje i nie szukał pomocy, chyba, że szukał, że brał leki, że się leczył, że mimo to, że może to nie on?

Jakie mam wnioski. Że trzeba dbać o siebie i swoją psychikę, że trzeba dbać o najbliższych i ich psychikę. Że, trzeba twardo stąpać po ziemi i nie być przeduchowionym, nawet jeżeli jesteśmy wierzący i wierzymy w działanie Boże i cuda Boże. Że, trzeba szukać pomocy i wsparcia, kiedy sobie nie radzimy u specjalisty. Że życie ludzkie jest kruche.

Ale też, że nie wszytko wiemy i rozumiemy, nie osądzajmy.



3 komentarze:

  1. Sylwia , fajnie napisane - nawet nie wiedzialam, ze tak sie to skonczylo..bylam na etapie zaginiecia rodziny..jak tylko przeczytalam poxczatek - ze udzielal sie , fanatyk religijny..domyslalam sie finalu..znam kilka takich osobowosci psychopatycznych i jednoczesnie gleboko wierzacych..ktorzy krzywdza swoja zone (bicie), dziecko..umiar we wszystkim..wiara w siebie i dbalosc o wlasna glowe..

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie znałam Łukasza, znam jego Przyjaciół i to są rozsądni ludzie, jak byłam młodsza wyjeżdżałam na ten sam Slotart, którego współorganizatorem był Łukasz z żoną i byłam tam wolontariuszem. I moi znajomi są w wstrząśnięci, bo Łukasz nie wyglądał na fanatyka, był sympatycznym, charyzmatycznym facetem. On nie wyglądał na szaleńca. Był baptystą, to zrównoważony odłam Kościoła Protestanckiego. Wszyscy jesteśmy wstrząśnięci tym co się wydarzyło. Ja nic więcej nie mogę powiedzieć, bo fo nie znałam osobiście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Mój znajomy, z którym jeździliśmy w teren i spotykaliśmy się na studiach powiesił się 2 lata temu. Nigdy nie wyglądał na kogoś z problemami, raczej na radosnego, wyluzowanego chłopaka w dredach z pasjami. Mi takie sytuacje uświadamiają jeszcze jedno. To jak czesto wbrew pozorom mało się znamy, jak mało wiemy o swoich problemach i slabosciach nawet w bliskich relacjach. Jak mało się interesujemy innymi lub nie otwieramy przed sobą :( Pati

    OdpowiedzUsuń