piątek, 8 lipca 2016

Trawię i przetrawiam

Trawię i przetrawiam swoje życie.

Analizuję i badam siebie.
Zadaję sobie dużo pytań i szukam odpowiedzi.

Zastanawiam jak to się stało, że byłam tak długo w tak niekomfortowej dla mnie i dla niego sytuacji.
Jak to się stało, że myślałam, że wszystko jest w porządku i jesteśmy szczęśliwi, skoro ani ja ani on nie byliśmy. Wręcz przeciwnie.

Oglądam swoje mechanizmy. Dużo słyszałam na początku co powinnam a co nie powinnam.
Ale ja zrobiłam zupełnie jak nie powinnam. Dlatego, że wcześniej było wszystko jak powinno.
I ślub i biała sukienka, I nie zadziałało. Rypło się o glebę.

Postawiłam wszystko na jedną kartę, nie mam planu b, na wszelki wypadek. Jak wcześniej wiedziałam, że sobie poradzę, że jestem twarda, że sama umiem, że sama wiem. Tak teraz sobie nie chcę już sama radzić, nie chcę być twarda, nie chcę być z kimś, ale sama.

Cieszą mnie proste rzeczy. Cieszy mnie życie.

Przede mną urlop. Tydzień wakacji w górach. Będę oddychać głęboko. I patrzeć szeroko.
Będą mnie cieszyć proste rzeczy, trawa, woda, słońce.

Będę.



środa, 22 czerwca 2016

W drodze, człowiek człowiekowi wilkiem, przewrotnie

W drodze do pracy.
Do pracy jadę mniej niż dziesięć minut, ale żeby dojechać do pracy, muszę przejechać przez przejazd kolejowy.
Rankiem po szóstej jest to niezwykle kłopotliwe. Bo przejazd częściej jest zamknięty niż otwarty.
Zamyka się, otwiera na trzy samochody i znowu zamyka, i otwiera na trzy samochody, zamyka.
A człowieka krew zalewa.

A ja wyjeżdżam z bocznej uliczki, żeby wjechać na tą z pierwszeństwem, z przejazdem. I kiedy przejazd jest zamknięty, zawsze próbuję wbić się na główną ulicę, bo potem, kiedy przejazd otwiera się samochody zapierdzielają z obu stron a przejazd się zamyka, można pół godziny spędzić na próbach wyjazdu.

I zdarza się, bardzo często to się zdarza, że kierowcy wbijają się w poprzek, bo cały samochód im się nie mieści. I ja tak często staję w poprzek ulicy. Ale staram się nie blokować drugiego pasa, ale bywa, że moje auto, bo przecież duże lekko utrudnia przejazd (inne auta zresztą też im to się zdarza). Bardzo to światu nie przeszkadza, bo aut wtedy jest jedno, albo dwa, albo wcale i przejeżdżają pojedynczo z innej bocznej. Ciąg samochodów rusza dopiero wtedy kiedy otwiera się przejazd, ale wtedy ja też ruszam do przodu i się wyrównuje.

Ale nie zawsze.
Bo wczoraj, kiedy to ja ok 6:18 zaparkowałam samochód w poprzek w oczekiwaniu na otwarcie się przejazdu dwóch panów machało na mnie rękami, ja też machałam i robiłam miny, bo panowie marszczyli na mnie brwi.

Jeden to ten, który mijał mojego espace'a  a drugi, to ten który stał przede mną.

Przejazd otworzył się. Auta ruszyły, ale nie ten przede mną. Ten przede mną stał w miejscu dobrą chwilę. Stał, bo postanowił, że mi pokaże. I, że mnie nauczy.

Co mi pokazał?
Swoją postawę wobec świata i ludzi.

Po czternastej wracałam do domu. Więc bez stresu i bez napięcia. Na luzie.
Przejazd był zamknięty, tyle, że jeden z kierowców zatrzymał się na tyle w tyle, tak, że wjechałam ja i wjechał pan za mną. Wjechał w poprzek, dojechałam do przodu, ktoś przede mną zauważył i też dojechał do przodu i ja wtedy jeszcze i pan w poprzek schował się i zmieścił.

Można być w opozycji do świata, ludzi i można z ludźmi współpracować i budować. Nawet kiedy jest źle, nawet jeśli nie mają racji, nawet jeżeli niesłusznie lądują w poprzek, można się przesunąć i zrobić im przestrzeń.

Wczoraj popołudniu pomyślałam
świat jest dobry
dopóki na świecie są dobrzy ludzie


wtorek, 14 czerwca 2016

Pomiędzy

A czy u mnie coś dzieje się pomiędzy?

Pomiędzy uczę się mieć całe swoje dziecko tylko na swojej głowie.
Przede wszystkim czasowo na sobie.
Jeremiasz jest ze mną cały czas. Pojedyncze godziny ze swoim tatą.

To trudne, brakuje oddechu i przestrzeni na siebie.

Pomagają mi, całe szczęście, że pomagają, bo kończę szkołę fotografii, jestem w trakcie robienia instruktora teatralnego. I właśnie zakończył mi się czas eventów letnich i pikników.
Bez ich pomocy, nie ogarnęłabym.

Pomagają bez wypominania i marudzenia. Marudzi ten, który pomaga niechętnie.

Pomiędzy auto znowu wylądowało u mechanika, pompa wysiadła i auto odjechało na lawecie.
Płakać mi się chciało, jak mój espace wjeżdżał na lawetę.

Pomiędzy nauczyłam się parkować tyłem równolegle i przestałam się bać jeździć autem.

Pomiędzy dzieje się jeszcze. Moje życie prywatne się odbywa. Taką mam potrzebę normalności i zwyczajności. Bez wzlotów i upadków. Bez stałego "a ja jestem na zakręcie", bo ja całe życie byłam na zakręcie.

Ja głupia myślałam, że taka moja karma, takie moje namaszczenie, przeznaczenie, że wchodzę z zakrętu w zakręt. Tak myślałam, że życie tak mnie prowadzi. Wyszłam za mąż, żeby wyjść z zakrętu a weszłam w kolejny, najdłuższy w moim życiu zakręt. Czułam się bezwolna, zawodowo nie, ale w moim małżeństwie owszem, czułam, że jestem bezsilna, że nic nie mogę, bo co bym nie robiła, to nic się nie zmieniało.

I zrobiłam to, wyszłam poza orbitę konwenansów, dobrego smaku. tego co wolno a czego nie wolno w moim chrześcijańskim światku. Bo w chrześcijańskim światku męża się nie zostawia, trwa się, przykrywa miłością, ukrywa się, modli się, usprawiedliwia, ale trwa się latami.



A ja wyszłam poza orbitę. Bezczelna ja. Oburzyłam jego, ich, zbulwersowałam. Jak śmiałam, oni mi zaufali. Tak mi ktoś napisał z jego najbliższych, że oni mi zaufali pomimo tego kim byłam, a ja śmiałam wylecieć w kosmos jak kometa.

Kometa, zaświeciły się gwiazdy, które dawno temu zgasły.

Zaświeciły się gwiazdy.


poniedziałek, 6 czerwca 2016

Żal

Żal
tych lat zmęczonych
tych młodych lat

Przemilczanych
przepłakanych
Lat smutnych

Lat samotności

Żal
w beznadziei

Dziurawe cysterny
wyschnięte źródła

Odeszły marzenia
Pragnienia

Pustynia
I susza

Nie umiała płakać

Na pustyni nie ma łez

Porzucona sto lat temu

Nie było słów

Porozumienia dusz

Dziś zanosi się na deszcz

I mówię do niej

Płacz






poniedziałek, 30 maja 2016

Matrix



Przez wiele lat byłam w środowisku,
gdzie moja tożsamość była blokowana.



Żyłam gdzie mówiono, prawda, prawda,
prawda jest najważniejsza.

A prawdy nie było,
była obłuda, kłamstwo, niedopowiedzenia.

Można dostać rozdwojenia jaźni,
kiedy jednocześnie dochodzą
do Ciebie
dwie sprzeczne informacje.






Mówiono
jak masz żyć.

Co wolno, a czego nie.

Odgórnie.

Ale sami, tak nie żyli.

                                                                     
  Można dostać kręćka,
kiedy co innego widzisz
a co innego słyszysz.


Na początku myślałam, że
to ze mną jest coś nie tak.

Że ja źle odbieram świat,
rzeczywistość.

Potem, zrobiło się ewidentnie.
Powoli odchodziłam.

Matrix.










Nie ja jedna.

Jest nas wielu.

Wielu, tych, którzy stanęli w prawdzie
i pozwolili, żeby autorytety upadały.

Nie wiem jak radzą sobie inni,
rozpierzchli się po świecie.

Rozpierzchli się Ci, których kochałam.
Za, którymi tęsknię.

Część została.

Tęsknię za nimi.

poniedziałek, 23 maja 2016

Puls życia

Prowadziłam ostatnio warsztat teatralny.
Temat Teatr Rytmu.
Zatrzymałam się na tym temacie.

Każdy człowiek ma rytmy, życia, pracy, chodzenia, bycia.
Rytmy nas otaczają, przyroda, pory roku, pory dnia, miasto, to jak zasypiamy, jak się budzimy
jak funkcjonujemy w świecie, nasze wewnętrzne rytmy.

I dotarło do mnie, że nie żyłam w zgodzie ze sobą, ze swoim rytmem ciała, psyche, swojej psyche.
Nie słuchałam siebie. Nie umiałam słuchać.

Byłam skupiona na tym, żeby słuchać innych i pomagać innym.

Moja psyche, biedna zmęczona psyche. Wyłączyła się.
Nie dźwignęła otaczającej mnie rzeczywistości.

Przez wiele, wiele lat byłam skupiona na ludziach.
Przychodzili, mówili, ja słuchałam, godzinami słuchałam.

Pytali Co u Ciebie i zaczynali mówić o sobie.

To nie, że coś złego robili, pozwoliłam im wywalać na mnie wszystkie swoje
zawikłania. Pozwoliłam sobie na to. Schowałam się za ludzkim nieszczęściem.
Czułam się jak cyborg, na koniec czułam się jak cyborg bez środka.

Otwierałam się przed najbliższymi. Mam takie osoby przy sobie. Na szczęście.
Twarda byłam i nie dbałam o siebie.

Moje ciało zaprotestowało. Wysiadał mi żołądek, nie mogłam się wyprostować z bólu, siedziałam z gorącym termoforem na brzuchu i czekałam aż tabletka zadziała. Stomatolog podczas wizyty z moim zębem powiedziała mi, że zgrzytam zębami jak śpię i mam pościerane szkliwo. Mówiła już mi kiedyś, ale jakoś nie skupiłam się na tym wtedy. Ale teraz wrócił do mnie temat. Nie wiem czy zgrzytam jak śpię, bo nie pamiętam.
Ale pamiętam jak wielokrotnie zaciskałam z całej siły zęby, kiedy już nie miałam siły i kiedy szlak mnie trafiał i zaciskałam z całej siły zęby, żeby nie wybuchnąć złością czy płaczem. Pamiętam jak miarowo zaciskałam szczękę z całej siły.

I jak rano bolała mnie buzia, kiedy się budziłam i miałam migreny, mega migreny.
Dbałam o ciało, zdrowie fizyczne, dietę.

Od jakiego czasu coś zaczęło mi przeskakiwać w szczęce. Olałam temat. Zapomniałam. Ale ktoś mnie o to zapytał. I dotarło, że coś się przecież dzieje. Zaczęłam czytać o co chodzi.

S T R E S S

Za zaciskanie zębów odpowiada mega stres. Za migreny moje odpowiadał mega stres. Kto mi go zafundował opowiem kiedyś. Dziś to temat nie do ruszenia.

Za spanie z zaciśniętymi w pięści dłońmi odpowiadał stres. Budziłam się z fioletowymi kostkami i skostniałymi palcami. To było kiedyś.

Ale przyszedł taki czas,  że zaczęłam spać w czapce. Na koniec tuż przez przed brałam prysznic w czapce. Ale nie czułam nic.

Potem zaczęło wracać do mnie. Przeanalizowałam niechcący swoje życie. I emocje zaczęły wracać. Miałam w środku płacz, ale nie umiałam płakać. Miałam gniew.

Kiedy on po raz kolejny zaczął mi wyrzucać co zrobiłam źle, kiedy nie pojechał z dzieckiem do teatru i ja pojechałam z migreną autem. A mógł pojechać, ale nie zechciał.

Coś we mnie pękło.

Nie wszystko co złe to on. On to był ostatni puzzel w układance. Nie spodziewałam się takiego obrotu spraw. Dotarło do mnie i zaszokowało. Pisałam o tym. Nie wszystkiemu winien on. Wielokrotnie sama sobie byłam winna. Tylko tyle, że nie miałam wsparcia i zabijało mnie wieloletnie życie z kimś kogo nie było. Nie było mentalnie ze mną. Tyle.

Tylko mi ta szczęka przeskakuje teraz.