wtorek, 17 marca 2015

A w Krakowie na Brackiej pada deszcz- fotoreplasticon

Na Brackiej piłam sok pomarańczowy w Nowej Prowincji.
Kawiarnia Nowa Prowincja

Wciśnięte w kącik chłonęłyśmy nastrój próbując się otrząsnąć po spektaklu w Teatrze KTO (Teatr KTO). Przemiły chłopiec tłumaczył się z braku mleka sojowego do kawy. Późna pora i nasze zmęczenie powodowało, że ciężko nam było się wynieść z Prowincji, chciałam tam zostać na zawsze.




Było już blisko północy a ludzie wchodzili i wychodzili. W środku zero pretensji, siedzieli i rozmawiali po cichu a ja chłonęłam spokój. To było ostatnie miejsce w Krakowie przed powrotem do domu. Pięknie zakończone spotkanie.
Grzegorz Turnau Bracka















Niedziela była pełna słońca. Zaczęłyśmy ją śniadaniem w Hamsie.
Hamsa Izraelska Restauracja
Szwedzki stół i wszystko to co lubię. Było pysznie, humusowo. Jadłyśmy śniadanie dwie godziny.
Potem przyszli ludzie na obiad, pani zabrała nam jedzenie, dobrze,  że zabrała, bo byśmy zostały tam do kolacji.






Po śniadaniu wyszłyśmy prosto w słońce. Ten dzień spędziłyśmy tak jak go rozpoczęłyśmy na krakowskim Kazimierzu. Zaszłyśmy do Synagogi.










W Synagodze
















Przy samym wyjściu były schody w słońcu.





Zawadziłyśmy o żydowski cmentarz.                                                

Ściana "płaczu" utkana z nagrobkowych tablic, którymi kiedyś brukowane były ulice.











Odpoczynek



 Po mieście



Sklepikowo




 A tak przywitałam niedzielny poranek. I tym zdjęciem pożegnam się. To była podróż na opak.
W przeciwnym kierunku, od końca.



 Dzień dobry i do zobaczenia.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz