Postanowiłam opisać historię, która mi się przydarzyła, bo wydaje mi się interesującym, lekko nierzeczywistym doświadczeniem.
Mieszkamy w domu trzyrodzinnym. Z jedną sąsiadką mamy wspólne wejście, z drugą sąsiadką wspólne ściany domu. Ta pierwsza mieszka na dole, do nas wchodzi się po schodach. Ta druga zupełnie sympatyczna, zdarza nam się pogadać przy płocie. Na terenie wspólnoty mamy swój ogrodzony ogródek i nasz pies Sezam biega po naszym ogródku. Sąsiadka z dołu nie ma ogrodzonego terenu. Na wspólnym terenie przy furtce w rogu, sąsiadka zasadziła trzy kwiatki. Pewnego dnia, mój pies chyłkiem opuścił ogródek i pobiegł w róg z kwiatkami i niechcący zniszczył jeden z krzaków, czy dwa. Za płotem był pies drugiej sąsiadki i mój Sezam stał na tym kwiatku, kwiatkach i szczekał do psa po drugiej stronie płota, szczekał pełen emocji i przebierał intensywnie nogami, kręcił się w kółko, no bo te emocje i kwiat się co nieco pogniótł, jeden to całkiem.
Traf chciał, że sąsiadka z dołu właśnie wracała do domu i przyłapała psa na gorącym uczynku. Sąsiadka też była pełna emocji, w tych emocjach zadzwoniła na policję. Policja przyjechała, sąsiadka krzyczała, że pies zniszczył jej "ogród", policja patrzyła na "ogród", my patrzyliśmy na "ogród" sąsiadki i policjantów z góry, z naszego balkonu, to był sierpień. Trochę krzyczeliśmy z góry, słuchając tego co mówi o nas sąsiadka. Policjanci patrzyli to na nas, to na sąsiadkę, inni sąsiedzi powychodzili na balkony i też patrzyli, to tu, to tam. Na koniec postanowiłam wyrazić skruchę z powodu zniszczonego mienia sąsiadki, przeprosiłam sąsiadkę, bo jestem dobrze wychowaną, kulturalną osobą. Policja po wyrażeniu mojej skruchy odjechała. Sąsiadka moją skruchą się nie przejęła. Po kilku tygodniach dostałam wezwanie na Komendę Policji.
Na Komendzie Dzielnicowy zaprosił mnie do swojego gabinetu, gdzie poinformował mnie, że sąsiadka zgłosiła, że pies zniszczył jej "ogród", młody policjant przyjął zgłoszenie, że pies poruszał się w miejscu publicznym samotnie. Zrozumiałam z wypowiedzi Dzielnicowego, że On by nie przyjął zgłoszenia, ale młody policjant przyjął. Pogadałam sobie z sympatycznym Dzielnicowym a wyjeżdżając spod Komendy lekko stuknęłam tyłem samochodu w lampę. Ale to inna historia.
Po kilku dobrych miesiącach dostałam wezwanie do zapłaty kary za poruszanie się psa po miejscu publicznym poza posesją bez oprzyrządowania. Zrobiłam sprzeciw, bo przecież nie poruszał się i dostałam wezwanie do sądu na stawienie się na sprawie sądowej, gdzie oskarżoną byłam ja. Nie wiem dlaczego tylko ja, pies jest wspólny, mój i męża mojego, ale mąż wystąpił w charakterze świadka, ale o tym za chwilę.
W sądzie z Sędziną rozmawialiśmy o ogródkach, ogrodzeniach, co czyje i gdzie, i ile. Kiedy wyjaśniłam Wysokiemu Sądowi, a raczej Wysokiej Sędzinie, że "ogród", to przestrzeń metr na metr i trzy kwiatki, to kąciki ust Wysokiego Sądu zadrżały, zadrżały potem niejeden raz. Sąsiadka wystąpiła w charakterze świadka.
Na drugiej rozprawie Sąd wezwał dwóch dodatkowych świadków, męża mojego i drugą sąsiadkę zza płota, która niefortunnie dla nas i dla niej samej widziała jak Sezam niszczył i sąsiadka z dołu, widziała, że tamta widziała i dobra sąsiadka wyprzeć się nie mogła, choćby chciała. Mój mąż nic nie widział i nic nie pamiętał. Pamiętał tylko, że pies poza posesję nie wychodził. Na koniec rozprawy poproszeni zostaliśmy o wyjście na korytarz. Wyszliśmy czekając na wyrok Wysokiego Sądu, sąsiadka na korytarzu sądowym odgrażała się, że się odwoła jak będzie trzeba.
Zostaliśmy po kilku minutach zaproszeni do Sali Rozpraw. Sędzia ogłosiła wyrok. Zostałam uznana winną temu, że mój pies zniszczył kwiatek (kwiatki) sąsiadki. Sędzina udzieliła mi słownej nagany, kara została umorzona a z powodu tego, że jestem młodą osobą a czyn mój niskiej szkodliwości społecznej koszty sądowe pokryje Skarb Państwa.
Sąsiadka z dołu- ta od kwiatka- z racji tego, że wystąpiła w charakterze świadka odwołać się od wyroku Sądu nie miała możliwości. Taką możliwość mam tylko ja, ale odwoływać się nie będę. Podoba mi się wyrok Wysokiego Sądu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz