czwartek, 5 marca 2015

Szczepionkowo

Kiedy ponad pięć lat temu zdecydowaliśmy się nie szczepić Jeremiasza, temat był na tyle świeży, że nie mieliśmy znajomych nieszczepiących. Byliśmy pojedynczymi nieszczepiącymi rodzicami w okolicy, w przychodni również.
Temat zaczęliśmy przerabiać z kilku powodów. Moja mądra przyjaciółka powiedziała podczas rozmowy na temat zdrowego odżywiania: "Moi znajomi, zdrowo żyją, zdrowo się odżywiają i... nie szczepią dzieci". Potem obijało mi się o uszy autyzm, powikłania, nieutulony płacz, krzyk neurologiczny, zapalenie ucha poszczepienne, zapalenie płuc poszczepienne, alergie. W przedszkolu pojawiali się rodzice, którzy mówili: "Już nie szczepimy, bo nasze dziecko miało powikłania i regres w rozwoju po każdym kolejnym szczepieniu" itp.
Przestaliśmy szczepić Jeremiasza ze STRACHU, bardziej baliśmy się powikłań poszczepiennych niż ewentualnych chorób, z których części już nie ma kolokwialnie mówiąc, a te które zostały nie są śmiertelne i dzieci je przechodzą łapiąc odporność na całe życie. Naszą decyzją podzieliłam się z doktor pediatrą Jeremiasza. Okazała pełne zrozumienie, pielęgniarki w przychodni zwykłej, państwowej również. Nikt nas nie nagabywał, nikt nie krzyczał, nie groził i nie zastraszał.
Temat przerobiliśmy w szerz i wzdłuż i im więcej czytaliśmy, tym bardziej się utwierdzaliśmy, że podjęliśmy właściwą decyzję. Często mnie inni rodzice pytali z jakiego powodu nie szczepimy i chcieli się dowiedzieć dlaczego szczepienia są niebezpieczne. I nie byłam w stanie udzielić wyczerpującej odpowiedzi, artykułów, które przeczytałam, badań polsko i innojęzycznych, materiałów było tyle, że nie w sposób było to przekazać ot tak. Tą drogę rodzic musi przejść samodzielnie, bo nikt inny nie może wziąć odpowiedzialności za szczepienie czy "nieszczepienie" jego dziecka.
Jeremiasz został zaszczepiony w szpitalu po urodzeniu i rozbitym szczepieniem na dwa w przychodni. Potem już nie. Od urodzenia przebywa w przedszkolu. Poza momentem gdy miał anemię i obniżyła mu się odporność (między pół roku a półtora roku) Jeremiasz właściwie nie choruje. Najczęściej ma zapalenie krtani (raz czy dwa razy w roku), które leczy się bez antybiotyków.
Przyznam, ze zwracam uwagę na to co jemy, nie naużywamy cukru, glutenu i nabiału, jemy dużo warzyw i owoców, kasz.

Nie oceniam i nie osądzam rodziców szczepiących i oczekuję tego samego od tych szczepiących.
Pocieszam się, że gdyby jednak nasze państwo zamieniło się w Państwo Policyjne i odgórnie aparat państwa chciałby nas zmusić do zaszczepienia Jeremiasza i zostałby zaszczepiony wbrew naszej woli, to jest coraz starszy i lepiej zniesie szczepienia niż jako niemowlak.
I gdyby nie udało nam się uciec gdzieś do bardziej cywilizowanego kraju.
Tak własnie takie myśli ma matka dziecka nieszczepionego. Dziękuję za uwagę.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz